Aktualności Archiwum

Zabawki – czym bawili się nasi rodzice i dziadkowie?

Agnieszka
Napisane przez Agnieszka

     Całkiem niedawno w sondzie ulicznej przeprowadzonej z okazji Dnia Dziecka przechodnie usłyszeli pytanie: Wyobraź sobie, że w jednej chwili znów stajesz się dzieckiem. Czym najchętniej byś się pobawił? Odpowiedzi były zadziwiające! Z ust licealistów głównie padały odpowiedzi: „pograłbym na komputerze i najadł się Mc’donaldem” albo „usiadłbym przed telewizorem i oglądał bajki”. A dorośli? „Ja najchętniej, gdyby były kałuże, założyłabym kalosze i przez nie poskakała. Albo robiła figurki z błota” – powiedziała jedna z pytanych. Jak bardzo świat posunął się do przodu a wraz z nim nasze dziecięce marzenia! Inne są dziś potrzeby, inne możliwości zabawy. A czy Wy wiecie, czym bawili się nasi bliscy? Opowiem Wam dzisiaj historię, o kocie harmonijce, trociniakach i pluszowym misiu. Przeczytajcie…

 W czym tkwi sekret?

      Dlaczego bawimy się takimi, a nie innymi zabawkami? Co decyduje o takim, a nie innym naszym wyborze? Wszystko zakorzenione jest w naszej kulturze i genach. Dziecko dzięki zabawie wyrabia w sobie sprawność motoryczną, doskonali koordynację ruchów, uczy się zachowywać równowagę, ćwiczy precyzję, rozwija umiejętności językowe, procesy myślowe i zdolności twórcze, uczy się społecznych zachowań. Dzieci sięgają po zabawki również po to, by naśladować dorosłych. Uczą się wielu codziennych czynności. Dziewczynka kołysze do snu lalkę – kiedyś będzie usypiać własne dziecko. Chętnie bawi się też z koleżankami w gotowanie. Chłopiec wyobraża sobie, że kieruje pojazdem, imituje nawet odgłos silnika – w przyszłości zasiądzie za kierownicą prawdziwego samochodu. W taki oto sprytny sposób dzieci przygotowują się do dorosłego życia.

 Trochę historii

     Historia zabawek jest niemalże tak długa jak historia ludzkości. Już starożytna Babilonia czy Egipt pamięta szmaciane lalki dla dziewcząt i nadmuchiwane piłki dla chłopców, a pewien staroegipski grobowiec krył w sobie kamienne kręgle i kule wielkości średniego arbuza. Znajome? Dziś mamy dodatkowo laminowany tor, wykonany z drewna klonowego, po którym tak gładko sunie bowling. 3000 lat temu Grecy i Chińczycy grali w jo-jo, używając kamiennych szpulek. W Rzymie dzieci bawiły się kukiełkami oraz figurami geometrycznymi z kości słoniowej. W procesie naśladownictwa dorosłych, greccy i rzymscy chłopcy dostawali do zabawy miniaturki wozów z drewna czy kamienia. W Meksyku bawiono się m.in glinianymi zwierzątkami na kółkach. W średniowieczu następuje powrót do piłki nożnej. Najpopularniejsze były owalne piłki z nadmuchiwanych, zwierzęcych pęcherzy. Gra odbywała się na podobnych zasadach jak i dzisiaj. W osiemnastowiecznej Anglii prym wiodły puzzle, choć największą popularność zdobyły dopiero na początku XX wieku. W tym samym czasie swoją karierę rozpoczęły także kredki. W samych Stanach pewna firma wyprodukowała ich w sumie ponad 100 miliardów.

Za młodu, to ja pamiętam…

       Opowieści naszych dziadków o „tamtych czasach” są zawsze fascynujące! Kto nie lubił siadać przy boku starszego, zgarbionego Pana i słuchać jak to było „kiedy ja byłem w Twoim wieku…”? Założę się, że każdy! Tak też zrobiłam i ja – dorosła kobieta, która na chwilę zapragnęła być znów małą dziewczynką. Na pytanie, czym bawił się ten siwiejący, starszy człowiek „za młodu” rozpromienił się niczym mały chłopiec. Pojawiły się iskierki w oczach i zaczęła się pełna pasji opowieść. Okazało się, że powojenne zabawki miały zupełnie inne cele, przeznaczenie i istotę. Bawiono się wówczas wystruganym z drewna pistoletem oraz korkowcem, które służyły do zabawy „w wojnę”. Narzędziem wymierzania kar szybie sąsiada była obowiązkowa proca a także ręcznie robiony łuk z… metalowymi strzałami. Oprócz bohaterskich zabaw były całkiem… nietypowe. Bardzo popularną rozrywką było wtedy tzw. toczenie fajerki. Na czym polegało? Potrzebne było jedno kółko ze starej żeliwnej kuchni i kawałek mocnego, długiego drutu. Cała zabawa wyglądała mniej więcej tak:

Bez tytułu

Dziadek więcej grzechów nie pamięta, natomiast babcia z przyjemnością wspomina hula hop i skakankę. Pamięta także lalki-szmacianki jak ta tutaj:

Schowek(1)

        Gdyby cofnąć się jeszcze bardziej wstecz, takie też oto zabawki były spełnieniem marzeń większości chłopców żyjących w połowie XIX wieku:

xix
W dawnych czasach priorytetem było posiadanie własnego konia i powozu, tak jak dziś posiadanie samochodu. Dziewczynki zaś, tak jak dziś marzyły o zawodzie sprzedawczyni czy kucharki. Za pomocą takich cudeniek, realizowały je w wyobraźni:

kucharka

    Świetną zabawą rozwijającą wyobraźnię były wszelakie teatrzyki. Wystarczył kawałek materiału, jakiegoś rusztowania, szmaciane lub drewniane pacynki i zabawa wre! Były także wersje gotowe, drewniane, bogato koloryzowane.

teatrzyk

Nasi dziadkowie mieli jednak ograniczone możliwości zabawy. Dlatego też wspominają je z niepowtarzalnym błyskiem w oku.

 Mały miś…

       Najbardziej popularna, uwielbiana od niemowlęcia zabawka to pluszowy miś. Czy wiecie, że obchodzi w tym roku swoje 113 urodziny? Inspiracją do jego stworzenia było pewne zdarzenie… Kiedy, Morris Michton, właściciel jednego ze sklepów zabawkami przeczytał w „Washington Post” artykuł o bohaterskim Roosveltcie, który podczas polowania stanął w obronie małego niedźwiadka, pomyślał, że uszyje jego miniaturkę! Odtąd pluszowy miś oprócz heroicznego symbolu stał się najlepszym przyjacielem każdego dziecka i… marką zakochanych 🙂

Morris Michton i jego miś

Polska Rzeczpospolita… zabawkowa

        Dzisiejszym dzieciom trudno uwierzyć w to, że kiedyś nie było telefonów komórkowych, tabletów, laptopów z dotykowym ekranem i Internetu, a zabawa przebiegała równie fantastycznie, a może nawet i lepiej. Takie zabawki jak piaskowy dziadek, wańki-wstańki, celuloidowe lalki, polonez sterowany przez kabel to codzienność dzieci okresu Polski Ludowej. Pchełki, bierki, drewniane klocki… Must havem chłopców tamtych czasów był zdalnie sterowany fiat 125 p. wyprodukowany przez fabrykę Sinol z Oleśnicy.fiat 125 p - zdalnei sterowany

Starsze pokolenie pamięta zapewne pluszaki wypchane trocinami tzw. „trociniaki”. Misie, pieski czy małpki ze szklanymi oczami, pokryte pluszem lub materiałem pochodzącym z odpadków fabryk tekstylnych, wypełnione najczęściej trocinami, były wiernymi towarzyszami dzieciństwa.

trociniak

Na topie wśród niemowlaków był gumowy Rumcajs czy gumowe piszczałki, jak np. kot-harmonijka. Taki kotek działał jak hantle – dzidziuś musiał mieć niezłą krzepę, żeby wydobyć z niego dźwięk. Słabsze dzidziusie wydobywały go za pomocą walenia kotkiem w poręcz łóżeczka, a dzidziusie-masochiści używały do tego własnej głowy żeby ten pisk usłyszeć.

kot

Chłopcy uwielbiali się bawić miniaturkami metalowych, drewnianych i plastikowych samochodów, ciężarówek lub pociągów.

samochód

Zajmowała ich także, wyimaginowana „wojaczka”. Używali do tego zabawkowych kusz, łuków z drewnianymi strzałami. Do najtańszych i najpopularniejszych należały zabawki plastikowe i drewniane. Plastikowe można było kupić nie tylko w sklepach zabawkarskich, ale też w kioskach Ruchu. Zabawki drewniane swój okres rozkwitu przeżywały głównie w latach 50-tych, kiedy drewno było tańsze w stosunku do innych materiałów. Na topie były też zabawki blaszane z wmontowanym napędem sprężynowym, malowane ręcznie lub przy użyciu techniki litografii. Prawdziwą rewolucją zabawkową był import z ZSRR celuloidowych lalek z blond lokami. Zastąpiły skromne, ale urocze lalki-szmacianki.

lalki2

     Zabawki w PRL nie były tak kolorowe i bezpieczne jak dzisiaj. Niektóre z nich, dzisiaj nie spełniłyby norm europejskich i nie zostałyby dopuszczone do sprzedaży. W czasach PRL-u wzornictwo zabawkarskie opierało się często na dwóch bezpiecznych tematach: bajkach telewizyjnych i kulturze ludowej. Ich przedstawicielami były kielecka spółdzielnia Gromada oraz Cepelia.

 Pokolenie transformacji i dzisiejsze zabawki

       Po transformacji ustrojowej sytuacja zabawek nieco się zmieniła. Pojawiło się więcej kolorów, elektroniki, zaczęto bardziej dbać o szczegóły. Na topie były wówczas lalki Barbie, klocki Lego, lalki-bobaski w eleganckim wózku spacerowym, wrotki lub rolki, rower. Powszechne było zbieractwo wszelkich „gratisów” dodawanych do łakoci: pokemonów, figurek Power Rangers, figurek z Kinder niespodzianki. Na topie były kalejdoskopy, skakanki, guma do skakania, jo-jo, bańki mydlane i wiele innych.

    Dzisiaj niektóre z tych wszystkich cudowności wraca. I całe szczęście! Wracają pchajki, pluszaki-misie w kratkę, choć te dzisiejsze można wsadzić do mikrofalówki i długo cieszyć się ich ciepłem. Wszelkie miniatury pojazdów są dziś wyjątkowo dopracowane: rozmaite rolnicze siewniki, koparki jak i kosmiczne pojazdy


Mali żołnierze i rycerze mają dziś do dyspozycji wysokiej jakości broń, jak np. wyrzutnię Demolisher 2w1 z dwoma typami amunicji. Sąsiedzie bój się nie tylko o swoją szybę…

W dzisiejszych czasach powstały też zabawki rodem z „przyszłości”, które przeczą wszelkim zasadom fizyki, jak np. latająca kula. latająca kula     Dziewczynki dziś mogą bawić się nie tylko lalkami Barbie, ale także japońskimi laleczkami Kokeshi albo takimi, które po włączeniu odpowiedniego mechanizmu same pływają czy jeżdżą po lodzie. Jeśli są w dodatku sygnowane jakąś modną bajką, to jest to szczyt euforii!

Pływająca Syrenka Narissa

Ostatnim zabawkowym hitem stała się pasta do robienia balonów, czy piasek kinetyczny. Kto by pomyślał, że takie rzeczy mogą być możliwe? Niedługo będziemy tworzyć własne wehikuły i uskuteczniali loty na księżyc…

Pasta do robienia balonów 2Wspomnienia…

 Zapytałam kilka osób o ich zabawy z dzieciństwa. Oto co mi opowiedzieli:

Lubiłam się sama bawić w sklep. Wtedy na desce do prasowania rozkładałam wszystkie rzeczy, które mi wpadły do ręki i sprzedawałam je misiom lub mamie.

Byłam piosenkarką! Wykorzystywałam lampę lub dezodorant i śpiewałam do niej. Miśki były moją najczęstszą widownią, mama czasami też.

Lubiłam robić sobie z takich długich materiałów sukienki z trenem i czułam się jak księżniczka a do tego zakładałam mamy szpilki! Lubiłam wychodzić wtedy na podwórko żeby słuchać ich stukotu.

Czy miałem procę? hmm… kiedyś miał mój dziadek, później próbowałem konstruować sam. Tak samo jak katamaran. Mój wujek miał taki mały stawik. Dwie puste butelki po napoju winogronowym z HELENY, 2L – kwadratowe. oczywiście z korkami. Trzeba było związać, później znaleźć deseczkę albo kawałek dykty. Wywiercić ręczną wiertarką dziurki i przymocować dwie butelki do tejże dykty, ale najlepiej wcześniej zamontować maszt. Takie statki robiłem bardzo często.

Nachodzą mnie powroty do czasów dzieciństwa. Wiadomo, w facetach zawsze gdzieś drzemie dziecko i czasem dostaje napadu. Polega to na nostalgii za starym dywanem i małymi przedmiotami, którymi można było się cieszyć, bawić, psuć bez konsekwencji, ale też składać. Kiedy patrzę na te wszystkie uciechy dostępne obecnie na rynku, porównuję to z moimi czasami. Pamiętam, kiedy ojciec przyniósł kawałek dykty. Wyrysował mi ołówkiem na drewnianej powierzchni mierzącej mniej więcej półtora metra na pół metra ulice, skrzyżowania, kilka budynków oraz przejścia dla pieszych. Miałem wtedy odpowiedzialne zadanie, żeby pomalować wszystko dokładnie farbami. Kiedy plansza nabrała barw, okazało się, że widok 2D, to trochę mało. Postanowiłem stworzyć z plasteliny i wykałaczek drzewa oraz znaki drogowe, które wyciąłem z papieru. Byłem z siebie zadowolony jak nigdy. Później ojciec podpowiedział mi, że mógłbym jeszcze zrobić budynki z tektury, albo przykleić gotowe, które znajdę w worku z zabawkami. Później tylko wystarczyło wybrać sobie jakiś pojazd i wypróbować trasę. Kiedy do zabawy przyłączył się mój starszy brat, spędziłem mnóstwo czasu przy zwykłym kawałku dykty.

 Wzięliśmy silnik od chłopa i zrobiliśmy motocykl przez całe wakacje, ale nie działał.

 Robiłem proce z dętek od gum od traktorów. Ekstra!

 

A czy wy pamiętacie te wszystkie zabawki którymi bawiliście się jako dzieci? Przypomnijcie je w komentarzach poniżej! Zapraszam!

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Agnieszka

Agnieszka

  • Crimson King

    Jako dziecko nie miałem zbyt wielu zabawek. Mogę powiedzieć śmiało, że moją główną zabawką, była moja własna wyobraźnia. Jako dorosły mężczyzna, do tej pory (od 20 lat!) trzymam na swoim biurku figurkę smoka wawelskiego, którą dostałem jako dzieciak leżący w szpitalu. Nic niezwykłego, smok sobie stoi, a za nim ciągnie się jego ogon. Mimo to, służył mi wiele lat jako swego rodzaju medium w odtwarzaniu moich niezliczonych historyjek jakie udało mi się w danej chwili wymyślić. To musiało wyglądać idiotycznie, ale obracanie w powietrzu figurką smoka często zastępowało mi inne zabawki których mieć nie mogłem. Tak więc nie potrzebna mi była figurka samuraja, wystarczyło, że smok machnął ogonem, imitując ruch opadającego w dół miecza.

    Natomiast dziś sam mam ogromny problem z zakupem zabawek dla mojej 2 letniej chrześnicy. Trudno znaleźć cokolwiek, co by przyciągnęło uwagę dziecka na dłuższy czas i po chwili nie poszło w odstawkę.

    • Gandalf

      Dzięki za komentarz Crimson King! Wspaniałe wspomnienie z dzieciństwa. Okazuje się, że niewiele potrzeba do spełnienia dziecięcych fantazji 🙂 Jeśli masz problem z wyborem zabawek dla swojej chrześnicy, zapraszamy do naszego działu: http://www.gandalf.com.pl/puzzle/ Tam z pewnością coś znajdziesz! Zapraszamy 🙂