Aktualności

Wpadki Świętego Mikołaja. Jedne śmieszne, inne straszne. A czasami chce się powiedzieć: Mikołaj też człowiek!

Aleksandra
Napisane przez Aleksandra

     Święty Mikołaj, którego obraz znacie, to dobrotliwy staruszek wykreowany przez Coca Colę w okresie międzywojennym. Wesołek przy kości w czerwonym wdzianku. Gdyby ktoś Wam kazał napisać jego charakterystykę, to pewnie znalazłyby się w niej słowa: życzliwy, miły, uśmiechnięty, dobry, sprawiedliwy, zabawny, pracowity… Jak sami wiecie, nie jest jednak łatwo ciągle być wzorem i świecić przykładem. Mikołajowi, a raczej Mikołajom też zdarzają się wpadki. Niektóre są drobne, ale mogą podważyć jego wiarygodność. Wystające spod płaszcza buty dziadka, albo widoczny zegarek taty. Jedne są zabawne, inne dramatyczne. Zdarzają się niestety również takie, które mrożą krew w żyłach.

       Dalsza lektura tylko tych, którzy wierzą w Świętego Mikołaja i nic tego nie zmieni 🙂 Musicie mi obiecać, że bez względu na to, co przeczytacie o Mikołaju, pozostanie on w Waszej wyobraźni tym samym uroczym staruszkiem, którego poznaliście w dzieciństwie. I nadal będziecie z niecierpliwością oczekiwali na prezenty od niego.

Zatem czytajcie, jakie miał wpadki Święty Mikołaj i co narozrabiał:

  • Przekleństwo u ustach świętego?

Na pewnym przedświątecznym festynie w Auckland w Nowej Zelandii mężczyzna, który wcielał się w rolę Świętego Mikołaja nie poprzestał tylko na stroju. Chciał być jeszcze bardziej wiarygodny. W tym celu zaczął mówić po norwesku. Niestety zebrani ludzie zrozumieli jego słowa, jako angielskie przekleństwo. A audytorium było całkiem spore, ponieważ na doroczny koncert miejskiej orkiestry symfonicznej i kilku kościelnych chórów, przyszło ponad 1600 osób.

Wszystko przebiegało w iście świątecznej atmosferze do chwili, kiedy głos zabrał Święty Mikołaj. Zebrani, jak relacjonowali świadkowie, usłyszeli słowo „fuck”. Wszyscy stali osłupieni z zaskoczenia. Niektórzy poczuli się urażeni, gdyż uznali takie wystąpienie za niestosowne. Dyrektor muzyczny orkiestry z Auckland Gary Daverne uratował sytuację i wyjaśnił, że Święty Mikołaj powiedział słowo „takk”, co w języku norweskim oznacza „dziękuję”.

  • Zbyt prawdziwy Mikołaj

Tym razem sytuacja nie miała miejsca w święta, ale ściśle wiąże się z osobą Mikołaja. Tym razem jednak Thomas Tolbert nie wcielał się w rolę, a po prostu do złudzenia przypominał Świętego Mikołaja. Wydawałoby się, że nie ma nic przyjemniejszego niż to, że wygląda się, jak uwielbiana przez wszystkich postać. Jednak nie do końca. Thomas Tolbert miał przez to kłopot.

Mężczyzna wybrał się na wakacyjną wycieczkę wraz z rodziną do Disneylandu. I zamiast miło spędzić czas, musiał wysłuchać pretensji pracowników parku rozrywki. Zarzucali mu, iż jest za bardzo podobny do Świętego Mikołaja, a to jest niezgodne z ich regulaminem.

Tolbert z powodu tego wyjątkowego podobieństwa przykuwał uwagę wszystkich dzieci. Oczywiście te widząc ukochanego dziadka, prosiły go o zdjęcia i autografy. Nie podobało się to kierownictwu Disneylandu. Jeden z pracowników poprosił mężczyznę o to, żeby postarał się wyglądać „mniej mikołajowato”. Tolbert nie bardzo wiedział, jak ma to zrobić, bo nie miał ani charakterystycznej czapki, ani płaszcza, czy też worka na prezenty. Ubrany był za to w koszulkę z napisem „The Night Before Christmas”.

  • Porywacz

Tym razem Mikołaj narozrabiał w mieście Columbia (Karolina Południowa). Na stacji benzynowej zatrzymało się małżeństwo z ośmioletnią córką. Uwagę dziewczynki zwrócił Święty Mikołaj. Widok był dość niecodzienny, ponieważ tankował on swojego… choppera.

Za Mikołaja przebrany był 55-letni John Michael Barton. Miał on wprawę we wcielaniu się w tę rolę, gdyż często pracował podczas różnych imprez udając świętego. Widząc zainteresowanie dziecka Barton zaczął zagadywać. Zapytał, czy dziewczynka nie chciałby poznać jego renifera siedzącego obok w motocyklu. Na reakcję dziecka nie trzeba było długo czekać. Po chwili stało przy Mikołaju, a następnie wsiadło do choppera. Święty Mikołaj z piskiem opon ruszył ze stacji. Nie trudno sobie wyobrazić, co działo się dalej… Pościg za Mikołajem, dzieckiem i pluszowym reniferem nie trwał długo. Strachu jednak było co niemiara. Barton przeprosił wstrząśniętych rodziców i powiedział, że „zbytnio wczuł się w rolę”. Nie uchroniło go to jednak od spędzenia świąt w areszcie.

  • Mikołaj, jak z gangu Olsena

Zły PR Świętemu Mikołajowi zrobił również pewien rabuś z Nashville w stanie Tennessee. Pracę zaczął już o 10 rano. Jednak zamiast zająć się rozwożeniem prezentów udał się do banku. I wcale nie zamierzał zostawić tam żadnego upominku. Mężczyzna miał ze sobą czerwony worek, jednak pusty. Żeby go napełnić, wyciągnął pistolet i wymierzył nim w kasjerkę. Zeznawała później, że tak w zasadzie był całkiem miły. Wytłumaczył jej bardzo grzecznie, że mu przykro i, że nie ma wyboru, bo… musi zapłacić Elfom.

  • Brrrr!

Z kolei temu Mikołajowi najwyraźniej było zimno…

W miejscowości Sparta w Stanach Zjednoczonych strudzony Święty Mikołaj zaparkował tym razem nie sanie, a auto, na jednym z parkingów. W pierwszej chwili można było pomyśleć, że jest bardzo zmęczony, ponieważ ledwo wytoczył się z samochodu. Zrobił to na dodatek przez drzwi pasażera. Ktoś to zauważył i wezwał policję. Kiedy funkcjonariusze zjawili się na miejscu, zobaczyli rozpaczliwy obraz. Ledwo trzymający się na nogach mężczyzna z przekręconą brodą, w poprzekrzywianym, czerwonym stroju, przytulał dziećmi na pobliskim placu zabaw. Próbował też dowiedzieć się bełkocząc, czy nie widziały gdzieś w pobliżu jego reniferów. Cóż, można przypuszczać, że Mikołaj musiał się jakoś rozgrzać…

  • Santa Scrooge

Ta historia mrozi krew w żyłach.

Przebrany za Świętego Mikołaja Elkin Donnie Clarke sprzedawał czekoladki w jednym z centrów handlowych w Atlancie. Świąteczna atmosfera, życzliwi ludzie… wszystko szło dobrze, aż do momentu, kiedy do stoiska podeszła starsza kobieta. Najwyraźniej spodobało jej się przedsięwzięcie, gdyż kupiła 29 opakowań czekoladek. Mikołaj jednak zamiast się ucieszyć z takiego obrotu, wpadł w szał. Kompletnie stracił panowanie nad sobą. Niewiele myśląc, złapał co miał pod ręką i zaczął bić staruszkę. Skatował ją drewnianym panelem do nieprzytomności. Co pchnęło go do tak okrutnego czynu, do końca nie wiadomo. Niektórzy świadkowie zdarzenia twierdzili, że uważał iż przez chciwość kobiety innym nie starczy czekoladek.

Tak, czy inaczej pozostaje mieć nadzieję, że dzieci nie były świadkami tego zdarzenia. Dorosłym, którzy to widzieli też szczerze współczuję.

  • Nekrolog Mikołaja

Tym razem mimo woli, stał się głównym bohaterem zamieszania. Rzecz miała miejsce w Norwegii. W serwisie internetowym popularnej norweskiej gazety aftenposten.no ukazał się nekrolog Świętego Mikołaja. Ogłoszenie o śmierci darczyńcy wszech czasów podawało, że: urodził się 12 grudnia 1788 roku, a zmarł 3 grudnia roku 2015. Data pogrzebu wyznaczona była na 28. grudnia. Miejsce – kaplica na biegunie północnym. Na szczęście plotka nie zdążyła obiec świata, bo taka wiadomość przed Bożym Narodzeniem bardzo zmartwiłaby szczególnie najmłodszych. Nekrolog został szybko osunięty. Jak się okazało był to żart jednego z dziennikarzy, który pojawił się w sieci za sprawą błędu systemowego.

Uffff….. całe szczęście, że to był żart i Mikołaj nadal ogarnia to całe świąteczne zamieszanie z prezentami. Dorośli mogą spać spokojnie, a dzieci z całą pewnością znajdą pod choinka upominki 🙂

      Skwituję ten wpis jednym zdaniem… „Nobody is perfect”. Co Wy na to?

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Aleksandra

Aleksandra

Prowadzi podwójne życie - to w realu i we śnie. A śni tak, że tylko siadać i spisywać. Jej pasją jest m.in. literatura. Czyta wszędzie, zawsze ma zaczęte kilka książek. Ostatnio nie jest to jednak łatwe, bo... giną jej zakładki. Znajduje je po jakimś czasie w pokoju córeczki, a mała "złodziejka" robi niewinną minkę. Kolejna pasja to film...