Aktualności

Wielkanoc – zwyczaje i tradycje. Warto wiedzieć!

Aleksandra
Napisane przez Aleksandra

Wielkanoc. Ile naprawdę trwa Wielki Post? Co symbolizują rzeczy w koszyku? Skąd się wzięły wielkanocne tradycje? Jak święcono pokarmy? Warto to wiedzieć. 

Za chwilę Wielkanoc – najstarsze, a zarazem najważniejsze święto w kalendarzu chrześcijańskim. Jest świętem ruchomym. Wbrew obiegowej opinii, nie przypada ono w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej astronomicznej pełni Księżyca. Do wyznaczenia jej daty używa się paschalnych pełni Księżyca opracowanych na Soborze Nicejskim w 325 r. n. e. Są to pełnie po 20 marca danego roku… i tak się składa, że to dzień równonocy wiosennej. Po co to całe zamieszanie? Po to, by Wielkanoc na całym świecie była obchodzona w tym samym czasie. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ od tego zależą inne ruchome daty w kalendarzu liturgicznym.

Wielkanocne tradycje

W kulturze polskiej obchody świąt chrześcijańskich czerpią pełnymi garściami z tradycji pogańskiej. Są niezwykłą mieszanką samego chrześcijaństwa i tego co było na naszych ziemiach przed nim. Niemal każdy zwyczaj przepełniony jest na przykład magią agrarną. Ma ona zapewnić obfitość plonów. Z kolei pisanki były obecne w wierzeniach i obrzędach dawnych Słowian, a gałązki wierzbowe łączone przez nich z płodnością. Do dzisiaj zachował się zwyczaj smagania się nimi. Choć nie brzmi to miło cel jest konkretny. Ma to zapewnić uderzanemu obfitość zdrowego potomstwa. W tradycji chrześcijańskiej zastąpiono nimi gałązki palmowe, którymi witano wjeżdżającego do Jerozolimy Jezusa.

Koszyk wielkanocny

Oto co powinno znaleźć się w koszyczku wielkanocnym i dlaczego:

  • Jajko – to odradzające się życie, zwycięstwo nad śmiercią. Jest to uniwersalny w skali świata symbol nowego życia. Ugotowane, niemalowane… pisanki wykorzystywane są w innych celach, w poniedziałek świąteczny i współcześnie jako ozdoby.
  • Chleb – symbolizuje ciało Chrystusa.
  • Sól – odstrasza zło, nawiązuje też do słów Jezusa: „Jesteście solą tej ziemi”. Chroni również przed zepsuciem.
  • Pieprz – symbolizuje gorzkie zioła dodawane przez Żydów do sosu, w którym maczano kawałki paschalnego baranka. Spożywano go dla upamiętnienia niewolniczej pracy ich narodu. To także nawiązanie do faktu, że Wielkanoc ma swoje korzenie w najważniejszym żydowskim święcie, czyli święcie Paschy.
  • Tłuszcz – w formie tłustej wędliny lub kiełbasy symbolizuje pożegnanie czasu postu.
  • Biały ser – jest symbolem przyjaźni pomiędzy człowiekiem, a przyrodą.
  • Chrzan – to siła fizyczna i krzepa.
  • Ciasto – baby, zarówno w nazwie jak i w formie nawiązujące do kobiety dającej życie.
  • Baranek – coraz częściej cukrowy, a coraz rzadziej wyciskany w drewnianej formie z masła. Jest symbolem Chrystusa Zmartwychwstałego. Wierzono, że jego obecność zagwarantuje przychylność natury. Jest również niezbędną ozdobą świątecznego stołu.

Tradycje wielkanocne

Wielkanoc kończy czas Wielkiego Postu. Sam Wielki Post jest czterdziestodniowym okresem (naprawdę trwa 46, bo nie wlicza się do niego niedziel), mającym przygotować poprzez pokutę, zadumę i refleksję do pełnego przeżywania świąt Wielkiej Nocy.

W Polsce poszczono ponad dwieście dni w roku. A i na co dzień nie było tak dostatnio jak teraz. Tuż przed nastaniem wiosny spiżarnie często świeciły pustkami. Bywało tak, że całe wsie przymierały głodem. Nie dziwi zatem, że chciano pożegnać ten czas jak najszybciej. Zaczynano już w Wielką Środę pogrzebem żuru i śledzia, podstawowego menu przez minione czterdzieści dni. Gliniane garnki wypełnione nieczystościami, ziemią i popiołem rozbijano o ściany domów. W innych miejscach zakopywano je pod ziemią, a wizerunki śledzia wieszano na drzewach. Wszystko to przy żartobliwych przyśpiewkach i krzykach.

Zamożniejsze osoby, jak szlachta czy magnaci, zatrudniały nie raz „specjalistów” do obchodzenia przepisów. W związku z tym w bogatych domach na stołach w czasie postu pojawiały się tak dziwne potrawy jak ogon bobra, czy wręcz on cały… wszak bobry żyją w wodzie, zatem są rybami, a te w poście jeść można 😉

W wielu miejscach w Wielką Środę dzieci ubierały kukłę Judasza, przyozdobioną świecidełkami. Symbolizowały one srebrniki. Dzieci znęcały się nad kukłą okrutnie. Jedna z tortur to zrzucanie jej z wież kościelnych.

W Wielki Czwartek osoby o wysokim statusie społecznym często obmywały stopy osobą posiadającym status niższy. Robiono to na znak szacunku i równości. Bogaci obdarowywali również biedniejszych datkami.

Inną tradycją było to, że młode dziewczęta udawały się do najbliższego zbiornika wodnego, aby jedynie ochlapać się. W ten symboliczny sposób oczyszczały się ze złego i śmierci. Jednocześnie przygotowywały się na nowy czas. Często też uganiały się po lasach i łąkach za lubczykiem… Młode dziewczęta i kobiety często dopiero wtedy malowały pisanki, zawsze bogato zdobione choć tak odmienne w każdej części kraju.

Kiedyś jedzono również tajnię, postną ale obfitą kolację na pamiątkę ostatniej wieczerzy. Często był to ostatni posiłek, aż do śniadania wielkanocnego. Inny dawny zwyczaj to rozpalanie w nocy ogniska przy kopcach granicznych wsi i na rozstajach dróg. Ogień miał odstraszyć siły nieczyste.

Natomiast Wieli Piątek był czasem wyciszenia i kontemplacji. Nie rozpalano nawet ognia w chatach. Napatrzył się na stare, a nowy czas już już za progiem. Zasłaniano lustra i zatrzymywano zegary na znak, że nadchodzą zmiany, a śmierć odchodzi. Zasłaniano także krzyże, a w niektórych miejscach zdejmowano je ze ścian i owinięte w czyste, białe tkaniny chowano do skrzyń.

Dawną wielkanocną tradycją było też wspólne budowanie grobów pańskich. Ten zwyczaj przetrwał w wielu miejscach do dziś. Przy grobach trzymano wartę. Strzegący to często osoby przebrane za rzymian, co w niektórych miejscach można zobaczyć do dziś. Najczęściej jednak grobów pańskich pilnują strażacy.

W Wielką Sobotę pracowano jedynie do południa, przeważnie tylko po to by przygotować pokarmy do poświęcenia. Samo poświęcenie odbywało się nieco inaczej. Nie odbywało się to tak jak obecnie jedynie w kościele. Często święcono w jednej z chałup, pod krzyżem, na rozstaju dróg, na polu, czy w innych miejscach. Jest to typowo polski zwyczaj, ale ma on też miejsce w Bawarii, Słowenii, a pewne podobieństwa można znaleźć w Wiosennych Zaduszkach prawosławnych, przypadających kilka dni po Wielkanocy. Z poświęconym jajkiem obchodzono trzykrotnie chałupę, a w innych miejscach tylko raz, ale za to przerzucano je nad dachem. Jeśli się nie rozbiło, czy choćby pękło po upadku, wróżyło to dobrze domostwu. Skorupki i całe poświęcone jajka wmurowywano w fundamenty chałup i kościołów. Miało to zapewnić ochronę przed siłami nieczystymi. Skorupki podrzucano też kurom na grzędy, aby szybciej wykluwały się nowe kurczęta. Dosypywano też skorupki do siewników, by plony były obfitsze. Urodzaj miało natomiast dawać wrzucenie skorup w korony drzew owocowych.

Z chrzanem też wiąże się pewna tradycja. Poświęcony wcierano koniom w chrapy chcąc zapewnić im siłę na czas wiosny i kolejnej zimy.

W Niedzielę Wielkanocną po zakończonej rezurekcji gospodarze ścigali się do własnych domostw. Pierwszemu miało darzyć się najlepiej. Następnie zasiadano do śniadań. Ten czas spędzano w gronie rodzinnym. Nie podróżowano, a i gości przyjmowano wyjątkowo niechętnie. Jeśli więc rodzina nie pojawiła się na zaplanowaną wizytę przynajmniej dzień wcześniej, nie mogła liczyć na specjalnie ciepłe powitanie.

Śmigus-dyngus czyli dzień św. Lejka

Poniedziałek Wielkanocny był za to dniem kiedy odwiedzano się chętnie. Wizytą i rewizytą nie było końca, a okolice przemierzały, podobnie jak w okresie bożonarodzeniowym, grupy kolędnicze. W zamian za smakołyki, czy drobny datek obdarowywały one gospodarzy przyśpiewkami. Grupy składały się wyłącznie z panów, którzy często nosili ze sobą drewniane kogutki, symbol męskich sił witalnych. W tym dniu w wielu miejscach kraju robiono sobie wzajemne psikusy, chowano narzędzia, a nawet zamieniano bramy sąsiadom.

Sama nazwa tego dnia pochodzi od słów „śmigus”, czyli zwyczaju wzajemnego uderzania się witkami i oblewania wodą. Pewnych analogii można upatrywać też w rzymskim święcie Luperkaliach oraz wywodzącego się z języka niemieckiego „dyngus”, czy słowiańskiego „włóczebnego”, zwyczaju polegającego na wykupywaniu pomyślności włóczebników odwiedzających domostwa poprzez obdarowywanie ich. Brak podarunków dla odwiedzających mógł sprowadzić na dom nieszczęścia.

Przyjęło się, iż był to dzień niezwykle ważny dla młodych dziewcząt szykujących się do zamążpójścia. Brak zainteresowania oblewaniem to zła wróżba. Mogło to oznaczać nawet najgorsze, czyli staropanieństwo. Jeśli dziewczyny nie chciały być mokre mogły się wykupić. Potrzebne były do tego dary w postaci pisanek.
Dzień św. Lejka jest ściśle związany z wierzeniami pogańskimi i bóstwami wodnymi. Zwyczajowo wrogo nastawione do człowieka mamuny porywające i podmieniające dzieci, czy rusałki, panny zmarłe przed zamążpójściem, wabiące młodzieńców tylko po to, by uśmiercić ich… łaskotaniem, miały zapewnić urodzaj w czasie wiosennym.

Od czego ugina się stół wielkanocny?

Tradycyjne śniadanie wielkanocne jest nim w wielu domach tylko z nazwy, bo przechodzi płynnie w obiad, a także kolację. Biesiadowanie przeciąga się nawet do kilkunastu godzin, a kolejne potrawy co chwila trafiają na stół. Oprócz symbolu Wielkiego Postu czyli żuru jemy często barszcz biały, ale już jednak z mało wielkopostnymi wkładkami w postaci kiełbasy. Tym różni się jeden od drugiego, że pierwszy przygotowywany jest na zakwasie z mąki żytniej, a drugi z mąki pszennej.

W tym czasie na stole dominują jaja w każdej postaci. Na twardo, na miękko, w koszulkach i faszerowane na dziesiątki sposobów. Ponieważ przygotować możemy oprócz kurzych wszystkie inne, od przepiórczych po strusie, nie grozi nam monotonia, a jedynie podwyższony poziom cholesterolu.

Po przebrnięciu, czy raczej połknięciu, wszystkich znajdujących się na stole pasztetów, wędlin, kiełbas i pieczeni, nadchodzi czas na ciasta. A tu królują typowo polskie mazurki w każdej postaci. Kiedy zatem po śniadaniu zakończonym późną nocą będziecie zastanawiać się, czy te święta są bardziej dla brzucha, czy dla ducha, sięgnąć możecie po kieliszeczek nalewki z piołunu. Uważajcie! Spowodować może znacznie więcej niż to na co ma pomóc…

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Aleksandra

Aleksandra

Prowadzi podwójne życie - to w realu i we śnie. A śni tak, że tylko siadać i spisywać. Jej pasją jest m.in. literatura. Czyta wszędzie, zawsze ma zaczęte kilka książek. Ostatnio nie jest to jednak łatwe, bo... giną jej zakładki. Znajduje je po jakimś czasie w pokoju córeczki, a mała "złodziejka" robi niewinną minkę. Kolejna pasja to film...