Aktualności

Rzucili szkołę i odnieśli sukces. Pisarze bez dyplomów

Aleksandra
Napisane przez Aleksandra

     Na pewno wiecie, skąd pomysł na taki, a nie inny wpis 🙂 Oczywiście – początek roku szkolnego. Zamiast natchnąć mnie w jakimś bardziej naukowym kierunku, to podkusił, żeby sprawdzić, kto nie lubił szkoły do tego stopnia, żeby ją rzucić. Mark Twain, który z nauki musiał zrezygnować, powiedział: „Nigdy nie pozwoliłem mojej szkole stanąć na drodze mojej edukacji”. Uwielbiam go za te słowa! 

    Przyznam, że osobiście fanką szkoły nigdy nie byłam. Kilka przedmiotów lubiłam i przykładałam się do nich. Były rzecz jasna też takie, które różnymi sposobami omijałam, a jak już musiałam odsiedzieć przymusowe 45 minut, to starałam się przynajmniej myślami być gdzie indziej. Efekty, jak nietrudno się domyśleć były… nawet nie chcę tego wspominać 🙂 Tak, czy inaczej ogólniak skończyłam, studia też, ale nie uważam tego za jakiekolwiek osiągnięcie. Przyznam, że podziwiam tych, którzy potrafią zbuntować się, rzucić naukę i robić swoje. Postawić na jedną kartę.

    Często takie radykalne decyzje podejmują artyści. Mają swoje koncepcje, wizje i potrzeby inne niż większość. Wrażliwość nie pozwala im się przystosować, a bunt wpisany jest w ich charakter. Wśród takich odważniaków, którzy rzucili szkołę, są też znani pisarze. Którzy z nich to zrobili i dlaczego? Zachęcam do lektury!

Zacznę od jednego z moich ulubionych pisarzy, którego kocham za „Wściekłość i wrzask”. Faulkner nie lubił wszystkiego, co trąciło intelektualizmem. Potrafił przekornie mówić, że jest nieoczytany, bo jest tylko zwykłym chłopakiem z Missisipi. Przez całe życie mieszkał w Oksfordzie, a jego rodzinne strony stały się inspiracją do stworzenia fikcyjnego hrabstwa Yoknapatawpha. Pojawia się ono w wielu powieściach pisarza.

William Faulkner nie ukończył szkoły średniej. Mimo to na specjalnych warunkach został dopuszczony na studia literatury angielskiej i francuskiej. Rzucił je po ponad roku. Kto by wówczas pomyślał, że Faulkner będzie uznawany za jednego z najważniejszych amerykańskich pisarzy i że dostanie Nobla w dziedzinie literatury.

To pisarz z wyjątkowo ciekawą biografią. Wiódł barwne życie pełne przygód. Gdyby żył teraz, jego CV przypominałoby nowelę 🙂 To dlatego, że Jack London miał mnóstwo różnych prac i poodejmował się rozmaitych zajęć. Między innymi kłusował na ostrygi, był trampem, korespondentem wojennym, poszukiwaczem złota, gazeciarzem, marynarzem…. Na pracę miał dużo czasu, bo szkołę rzucił, mając zaledwie 14 lat. Mimo to książki pochłaniał tonami i dokształcał się sam, przesiadując w bibliotekach. Gdy miał 19 lat, w ciągu roku udało mu się skończyć cztery lata szkoły średniej i wstąpił na Uniwersytet w Berkeley. Po roku zrezygnował ze studiów i wyruszył ku przygodzie – na poszukiwanie złota do Klondike. Jak się później okazało sam stał się autorem wspaniałych powieści przygodowych, często opartych właśnie na swoich przeżyciach. I tak „Zew krwi” dotyczy przeżyć Londona na Alasce, a „Martin Eden” zawiera z kolei wiele elementów autobiograficznych.

Irlandzki dramaturg i prozaik już od najmłodszych lat nie cenił sobie szkolnej edukacji i był wielkim indywidualistą. O szkołach miał bardzo marne zdanie, pisał: „(…) to nie miejsca, w których się zdobywa wykształcenie, a więzienia.” Mógł coś na ten temat powiedzieć, bo zmienił kilka szkół. Ostatecznie w wieku 14 lat na dobre rzucił naukę. Oczywiście tę tradycyjną formę nauki, bo dokształcał się cały czas wertując stosy książek w bibliotekach. Początki twórczości Bernarda Shaw’a nie były łatwe. Nie zyskał sympatii ani krytyków, ani czytelników. Dzieła naturalistyczne i realistyczne interesowały niewielu. Do tego zarzucano mu przeintelektualizowanie sztuk i zbyt archetypicznych bohaterów. George Bernard Shaw „żyjący w niezgodzie ze społeczeństwem” pisał swoje. Teraz możemy bez wahania powiedzieć – opłacało się! Shaw otrzymał bowiem Nobla w dziedzinie literatury i Oscara w 1938 roku za „najlepszy scenariusz adaptowany” do filmu „Pigmalion”.

Wśród polskich pisarzy też nie brakuje szkolnych gagatków. Do tego określenia idealnie pasuje Marek Hłasko. Tego pisarza bardzo cenię za twórczość, a lubię za buntowniczą naturę i nonkonformizm. W wieku 12 lat wstąpił do harcerstwa. Żeby się dostać do drużyny skłamał co do swojego roku urodzenia. Nie cieszył się zbyt długo mundurkiem, bo został usunięty z powodu nie stawiania się na zbiórki.

Hłasko miał duże problemy z dostosowaniem się do panujących, narzuconych odgórnie zasad. Podobnie jak z harcerstwem było z nauką. Miał z nią problemy od dziecka. Z trudem ukończył Szkołę Powszechną. Dalej było jeszcze gorzej. Uczył się w Liceum Administracyjno-Handlowym, w Szkole Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci i w Państwowym Liceum Techniki Teatralnej. Wyrzucono go jednak z tej szkoły „za notoryczne lekceważenie przepisów szkolnych, wykroczenia natury karnej oraz za wywieranie demoralizującego wpływu na kolegów.” Hłasko sprawiał spore problemy wychowawcze. Dziecięcy wygląd tuszował agresją i butą. Nie szło mu z nauką, więc mając 16 lat zaczął pracować jako kierowca ciężarówki. To też mu nie przypasowało.

Potrafił zwyczajnie nie przyjść do pracy, za co został sądownie ukarany. Jak widać jego przeznaczenie było inne. Nie potrzebował szkół, żeby stać się legendą swojego pokolenia i wybitnym pisarzem. A jeśli już chciał czegoś się nauczyć, to potrafił. Będąc w Stanach Zjednoczonych zrobił licencję pilota, o której zawsze marzył.

Pani od polskiego na pewno nie zacznie lekcji o Norwidzie od tego, że rzucił szkołę. Ten czołowy, polski, romantyczny poeta gimnazja zmieniał wielokrotnie. W końcu uznał, że niepełne pięć klas mu w zupełności wystarczy. Pojawił się jednak u Norwida naukowy zryw. Jako 16-latek rozpoczął studia malarskie i wyjechał za granicę, żeby doskonalić się w tej materii. Do Krakowa, Wrocławia, dalej do Drezna, przez Norymbergę, Monachium do Włoch. We Florencji uczęszczał na ASP.

W Berlinie zaś chodził na uniwersytet jako wolny słuchacz. To nie koniec przygody z malarstwem, bo dalej studia kontynuował w Belgii. Jego dzieła plastyczne nie budziły entuzjazmu, jednak był czas, że na chleb zarabiał tym, co malował. Cyprian Kamil Norwid niedoceniany za życia nie miał nic. Dziś pisarz, dziś ma swoje budynki, place, ulice, pomniki…    

Mimo że Wieniedikt Jerofiejew  jako dziecko miał pamięć geniusza, nie był typem naukowca. Ten rosyjski pisarz jako młody chłopiec dostał solidną porcję wiedzy w domu dziecka, gdzie przebywał po zsyłce ojca. Jako student skupiał się na jednym – jak wykręcić się z zajęć, które były jego zdaniem nudne i nie miały sensu. Problem przestał istnieć, kiedy w końcu wydalono go z uczelni.

Amerykański powieściopisarz i poeta też nie skończył studiów. W szkole nie był orłem, ale za to miał ogromny talent sportowy, który stał się przepustką na studia. Niestety, Kerouac złamał nogę, popadł w konflikt z trenerem i stracił stypendium.

Kolejnym pisarzem bez dyplomu jest Miller, który nie znosił rutyny, a do tego był bardzo nieuporządkowany. Jego książka „Zwrotnik raka”  została w zakazana w Stanach Zjednoczonych. Powodem były wątki erotyczne.

Żeby nie było tak, że tylko mężczyźni potrafią podejmować spontaniczne, szalone, czy też radykalne decyzje, to teraz będzie kilka słów o kobiecie 🙂 Amerykańska pisarka Harper Lee, autorka bestselleru „Zabić drozda”, skończyła dwa semestry prawa i przez rok studiowała na Oxfordzie. Postanowiła jednak poświęcić się pisaniu. Było warto ponieważ Harper Lee dostała nagrodę Pulitzera.    

Niestety, nie brakuje przypadków, kiedy ktoś rzuca naukę, bo musi. Musi, ponieważ sytuacja życiowa, rodzinna nie pozostawia mu wyboru. Tak było w przypadku pisarza Charlesa Dickensa , który zaczął pracować w wieku 12 lat, po tym, jak jego ojciec trafił do więzienia. W tym samym wieku zrezygnował ze szkoły również Mark Twain . Stało się to po śmierci ojca Twaina. Chłopiec pracował wówczas za chleb i ubranie.

 Drodzy, co Wy na to? Warto ryzykować? A może ktoś z Was podjął taką odważną decyzję jak London, czy Faulkner? 🙂 A może ktoś doda jeszcze jakiegoś pisarza, którzy rzucił szkołę, czy też z wyboru zrezygnował z dyplomu?

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Aleksandra

Aleksandra

Prowadzi podwójne życie - to w realu i we śnie. A śni tak, że tylko siadać i spisywać. Jej pasją jest m.in. literatura. Czyta wszędzie, zawsze ma zaczęte kilka książek. Ostatnio nie jest to jednak łatwe, bo... giną jej zakładki. Znajduje je po jakimś czasie w pokoju córeczki, a mała "złodziejka" robi niewinną minkę. Kolejna pasja to film...

  • Kamila

    Bardzo ciekawy tekst, dziękuję. Ale chyba warto zwrócić baczniejszą uwagę na błędy, przede wszystkim interpunkcyjne.

    • Gandalf

      Kamila, dziękuję za komentarz 🙂 Oczywiście dziękuję też za zwrócenie uwagi na błędy interpunkcyjne. Poprawiłam 🙂