Aktualności

Polakom brakuje Pokory

Aleksandra
Napisane przez Aleksandra

Marysia, Żorż Ponimirski, von Nogay, inżynier Gajny, docent Furman… Polacy pokochali Wojciecha Pokorę za te role i wiele innych. Wybitny polski aktor odszedł 4.02.2018 roku. Miał 83 lata. O jego śmierci poinformowała Krystyna Janda. „Uczył nas wszystkich wszystkiego: jak być aktorem, człowiekiem, jak być zadowolonym z życia” – powiedziała Krystyna Janda.

Aktor z przypadku

Wojciech Pokora to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych, najpopularniejszych i najbardziej lubianych polskich aktorów komediowych. Pokora jednak nie zawsze myślał o aktorstwie.

Ukończył Technikum Budowy Silników Samolotowych, a po maturze zaczął pracować w FSO. Pracować musiał, bo dostał nakaz. To właśnie w tym miejscu miała początek kariera aktorska Wojciecha Pokory. Zakłady pracy organizowały wówczas akademie okolicznościowe. Przyjeżdżali aktorzy teatralni i to oni rzucili hasło, żeby założyć amatorskie kółko aktorskie. A że Pokora i jego kolega Jerzy Turek nie garnęli się za bardzo do pracy w fabryce, to zdecydowali, że pójdą do szkoły oficerskiej. I tylko dzięki przypadkowi tego nie zrobili. Zobaczyli, że jest organizowany nabór do amatorskiego kółka teatralnego. Postanowili więc spróbować. Wcale nie aktorskie ambicje skłoniły ich, żeby zostać. Decydujące okazało się to, że… było tam dużo ładnych dziewczyn. Z czasem okazało się, że Wojciech Pokora i Jerzy Turek są całkiem zdolni, a nawet utalentowani. Jeden z aktorów poradził im, żeby poszli do szkoły teatralnej. I tak też zrobili, a egzaminował ich Aleksander Zelwerowicz. Zdali.

Zakochany w teatrze

Fot. Zielska Monika

Choć to właśnie role filmowe przyniosły ogromną popularność i rzesze wielbicieli, to Wojciech Pokora nie uważał kreacji telewizyjnych za swoje wybitne osiągnięcie. Twierdził, że do filmu zwyczajnie się nie nadaje, że nie ma filmowego talentu. Kochał teatr. W jednym z wywiadów powiedział, że teatr jest przygodą jego życia. Każdy występ jest inny, trochę tak jakby kolejne premiery. To urzekało artystę. Tworzył różne kreacje, a wiele z nich to role dramatyczne, które w filmach mu się nie zdarzały. Ten wszechstronny artysta miał też swoją wymarzoną rolę, choć na zagranie jej nie miał nadziei. To rola profesora Higginsa z „Pigmaliona” George’a Bernarda Shawa.

Pokora grał w teatrze, ale też reżyserował. Nie raz jego asystentką była żona, z którą bardzo lubił pracować.

W 1958 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie i związał się z warszawskim Teatrem Dramatycznym. Na jego deskach grał przez 26 lat. Kolejnym krokiem w teatralnej karierze Wojciecha Pokory był Teatr Nowy w Warszawie, a później występował w warszawskim Teatrze Kwadrat.

Ulubieniec Barei

Pierwsza znacząca filmowa rola Wojciecha Pokory to Mietek, malarz pokojowy. Zagrał go w komedii Stanisława Barei „Mąż swojej żony” (1960 rok). Współpraca z reżyserem pokazała, że Pokora to aktor o niezwykłym talencie – artysta komedii. Zagrał między innymi w filmach Stanisława Barei: „Nie ma róży bez ognia”, „Brunet wieczorową porą”, „Miś”, „Alternatywy 4” i oczywiście „Poszukiwany, poszukiwana”.

W tym ostatnim obrazie wcielił się w rolę Stanisława Marii Rochowicza, czyli Marysi. Co ciekawe do tej roli brani byli też pod uwagę Janusz Gajos i Jacek Fedorowicz. I to ta kreacja odcisnęła się najbardziej na jego życiu prywatnym i karierze. „Posiadając obecną wiedzę, na pewno nie przyjąłbym roli Stanisława Marii Rechowicz w filmie „Poszukiwany, poszukiwana”. Ta rola na długo zapisała się w pamięci Polaków, ale i sprawiła, że nie mogłem się uwolnić od łatki „Marysi”. Wielokrotnie ludzie krzyczeli za mną na ulicy: – Te, Maryśka! Albo wołali na plaży: – Marysiu, zupa ci kipi! To była etykietka, której nie mogłem się pozbyć. I zresztą nigdy na dobre jej się nie pozbędę. Niechaj będzie i tak”. Aktor twierdził, że do tej roli przymusiła go żona Hanna. Jak się okazuje ona też w znacznym stopniu była odpowiedzialna za garderobę filmowej Marysi. Oczywiście szukano odpowiednich ubrań dla Pokory, ale ciągle to nie było to. W końcu jego żona wyciągnęła z szafy to i owo i okazało się, że to dokładnie o to chodziło reżyserowi. To jej sukienki, swetry, apaszki, oglądają widzowie. Dokupiono jedynie buty.

Wojciech Pokora dystansował się do filmu i nie ukrywał tego. Pod koniec lat 90. przestał grywać w produkcjach telewizyjnych. Teatrowi wierny pozostał do końca. I do końca miał siłę, żeby stawać przed widownią na deskach teatru.

Kabaretowy artysta

Wojciech Pokora występował w kabaretach „Owca” oraz „Dudek”. Przez wiele lat współpracował też z „Kabaretem Olgi Lipińskiej”. Zdaniem Lipińskiej aktor miał ogromne poczucie humoru i wielki talent komediowy. „Lubiłam z nim pracować, ponieważ był także i solidny – zawsze miał opanowany tekst, bardzo dobrze śpiewał i znakomicie tańczył” – wspomina Lipińska. „Wojtek brał udział we wszystkim co robiłam; nie tylko we wszystkich moich programach rozrywkowych i kabaretowych, ale także w Teatrach Telewizji, które reżyserowałam” – powiedziała PAP twórczyni telewizyjnego kabaretu.

Reżyserzy lubili z nim pracować, cenili jego talent, profesjonalizm i sumienność. Zawsze był przygotowany. Koledzy cieszyli się jego towarzystwem. Zany był z dystansu do siebie i skromności. Publiczność i widzowie uwielbiali Wojciecha Pokorę. Pokochali jego kreacje, humor nie do skopiowania i osobowość. Polakom już brakuje Pokory, choć przetrwa w tych wszystkich fenomenalnych rolach, we wspomnieniach… Mimo to chciałoby się więcej.

Wojciech Pokora został też nie raz oficjalnie doceniony. Otrzymał Odznakę 1000-lecia Państwa Polskiego (1967 r.), Złoty Krzyż Zasługi (1978 r.), Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2013 r.).

„Z Pokorą przez życie”  to wywiad rzeka, który z aktorem przeprowadził Krzysztof Pyzia. Tu bezcenna okazała się niezawodna pamięć Hanny Pokory, która pomagała odtwarzać wiele wspomnień i historii. Nie było jednak łatwo przekonać Wojciecha Pokorę do książki, to życiowego wywiadu. Aktor w rozmowie z Przemysławem Guldą (wywiad dla Gazety.pl) śmiał się, że w wydawnictwie Prószyński i S-ka żartowali nawet, że Krzysztof Pyzia podszedł go „metodą na wnuczka!”

Zdjęcie główne: Krzysztof Kuczyk / Forum

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Aleksandra

Aleksandra

Prowadzi podwójne życie - to w realu i we śnie. A śni tak, że tylko siadać i spisywać. Jej pasją jest m.in. literatura. Czyta wszędzie, zawsze ma zaczęte kilka książek. Ostatnio nie jest to jednak łatwe, bo... giną jej zakładki. Znajduje je po jakimś czasie w pokoju córeczki, a mała "złodziejka" robi niewinną minkę. Kolejna pasja to film...

  • Agata Kowalska

    Pani Jandzie też zdecydowanie brakuje pokory.

    • Aleksandra

      Agato, bardzo radykalne stwierdzenie, ale pewnie masz uzasadnione powody, żeby tak sądzić 🙂 Pozdrawiam serdecznie

      • Agata Kowalska

        Staram się nie pisać rzeczy nieprzemyślanych. 😉 Również pozdrawiam.