Aktualności

Babcia i dziadek, bywają różni… Najlepsze filmy z „dziadkami” w roli głównej.

Aleksandra
Napisane przez Aleksandra

Przytulają, pocieszają, pozwalają na więcej niż rodzicie. Mają anielską cierpliwość i lekarstwo na każdą bolączkę. Mówi się, że babcie i dziadkowie rozpuszczają wnuków jak się da. A często też dają im to, czego brakowało ich dzieciom – czas i wyrozumiałość.

Babcie i dziadkowie mimo lat potrafią z życia czerpać garściami. Mimo dręczących czasami chorób, dolegliwości i nieco sztywnych stawów pomagają dzieciom, opiekują się wnukami, ale to można zaliczyć do „babcino-dziadkowych standardów”. Wielu jednak nie poprzestaje na tym. Żyją pełnią życia. Uczą się, uprawiają sporty, podróżują, odnajdują nowe pasje, zakochują się. Ich nie obowiązują żadne zasady. I chociaż potrafią nieźle namieszać, kochamy dziadków. Bo bez nich byłoby nudno i smutno!

Dla mnie taką kwintesencją babciności są swobodnie tłumaczone słowa jednej z piosenek:

„…Jeśli ci w życiu coś nie wyjdzie, to babcia pocieszy i zrozumie/ Zawsze jesteśmy dla niej małymi dziećmi/ Dla każdego znajdzie herbatkę i dobre słowo/ W tajemnicy włoży skromny gościniec do podróżnej torby.”

Każdemu takiej babci życzę. I dziadka 🙂

Na Dzień Babci i na Dzień Dziadka tysiące wnuczków z laurkami i nieodłącznym ostatnio hiacyntem w doniczce pobiegnie do dziadków. Będą życzenia, przedstawienia w przedszkolach i rodzinne spotkania. Ku przypomnieniu Dzień Babci (21 stycznia) obchodzimy w Polsce już od 1965 roku, Dzień Dziadka (22 stycznia) dołączony został do kalendarza świąt nieco później.

Zanim zacznie się to wyjątkowe świętowanie wybrałam kilka świetnych filmów z dziadkami w roli głównej. Moim zdaniem to najlepsze filmy z babciami i dziadkami. Ta filmowa lista pokazuje różne oblicza babć i dziadków. Nieszablonowi, zwariowani, również tacy, z których fajnie jest pośmiać się w filmie, ale w życiu mogliby doprowadzić do szału.

Zaczynam od mojego ulubionego polskiego klasyka „Sami swoi”. Filmu o najbardziej znanych dziadkach: Pawlaku i Kargulu (Wacław Kowalski, Władysław Hańcza).

Może w pierwszym momencie tak o nich nie myślimy, ale historia zaczyna się przecież od przyjazdu z Ameryki Jaśka na chrzciny wnuczki Ani. Te cudowne dialogi, charakterystyczne postaci nienawidzących się, a jednocześnie niepotrafiących bez siebie żyć sąsiadów, wypunktowane nasze brzydkie cechy, sceny, kiedy nie można powstrzymać się od śmiechu. Mogę to oglądać 12 razy w roku. Pamiętacie teksty babki Leonii? „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” kiedy dawała Kazimierzowi granaty na drogę do sądu. W ostatniej woli przykazała „klaczkę masz oźrebić, Witię bogato ożenić, a Pawła od maleńkości z karabinem oswajać… dopóki Kargul żyje”, przy pladze myszy dziękowała „Bóg nas wysłuchał. U Karguli też myszy, jeszcze więcej niż u nas”, a na widok żołnierzy leciała do kurnika „powiedzieli, że wojsko idzie – trzeba kury połapać!”.

Ten dialog to właściwie credo filmu: Leonia Pawlak: Kargul to wróg najgorszy ze wszystkich! Na to Kazimierz Pawlak odpowiada: Wróg? A wróg! Ale mój, swój, nasz – na własnej krwi wyhodowany! To takie polskie. Kochajmy więc swoich wrogów.

Nie wszyscy wiedzą, że pierwsze było słuchowisko radiowe „I było święto” (1965, autor Andrzej Mularczyk, reż. Andrzej Łapicki). Na jego podstawie dwa lata później powstał film, właściwie w ostatniej chwili nazwany „Sami swoi”. Reżyser Sylwester Chęciński nieźle wymęczył aktorów dublami. Scenę, w której sołtys przechodzi przez dziurę w płocie i daje Pawlakowi wezwanie do sądu kręcono 28 razy.

A kto oglądał „Co Ty wiesz o swoim dziadku?” . Ten film warto zobaczyć na pełnym luzie.

Dziadek – Dick (Robert De Niro) i wnuczek – Jason (Zac Efron) tuż po pogrzebie babci, wyruszają w drogę. Dawno niewidziany dziadek postanawia pokazać nieco stłamszonemu przez ojca i narzeczoną wnuczkowi kawałek życia pełnego testosteronu. Są więc bezpruderyjne piękne dziewczyny, nieco prostackie dowcipy, przekleństwa, seks i narkotyki. Dick całe życie spędził w armii, Jason jest dobrze zapowiadającym się prawnikiem. Dzieli ich więcej niż łączy. Czy poprawnemu wnuczkowi uda się zaakceptować nieco szalonego dziadka? Kto lubi filmy „Borat”  i „Kac Vegas” – ta komedia mu się spodoba.

Jeśli brakuje energii i pozytywnego nastawienia do życia to „Hotel Marigold” może w tym pomóc.

Grupka angielskich emerytów skuszona propozycją spędzenia jesieni życia w indyjskim pałacu trafia do mocno zaniedbanej posiadłości zarządzanej przez młodego optymistę – Sonnego Kapoorę (Dev Patel z filmu „Slumdog. Milioner z ulicy”). Chce on stworzyć tak piękny dom starców, aby zapragnęli żyć wiecznie. Pensjonariusze trafili tu z różnych powodów – pożyczyli ostatnie pieniądze dziecku, nie stać ich na operację w Anglii, brakuje pieniędzy na przyzwoite życie po śmierci partnera. Dziadkowie i babcie w Indiach, dostają gigantyczny zastrzyk adrenaliny. Zmieniają swoje życie, zostają i chcą ratować Marigold od upadku. Zgryźliwa rasistka, panicznie bojąca się kontaktów z Hindusami (Maggie Smith) – zostaje w końcu przyjaciółką młodego właściciela i zaczyna prowadzić księgowość hotelu. Pogubiona Judi Dench odżywa kupując tkaniny na zlecenie i uczy nieliterackiego angielskiego w firmie call center. No i zakochuje się po uszy. Kobiety znajdują nowych partnerów, mężczyźni adorują panie. Egzotyczne plenery, nasycone barwy, tętniące życiem ulice i romantyczne klimaty pałacu.

Film dostał aż 16 nominacji. Powstała też jego kontynuacja „Hotel Marigold 2”, w którym Richard Gere zagrał kontrolera hoteli.

A jeśli chcecie film z dreszczykiem i z dziadkami w roli głównej, to proponuję „Wizytę”.

Rodzeństwo z horroru „Wizyty” wyszłoby lepiej, gdyby sen miało twardy. W domu dziadków wieje grozą. Becca i jej młodszy brat Tyler nigdy ich nie widzieli, a wizyta ma poprawić układy w rodzinie. Dzieciaki postanawiają nakręcić film z pobytu. I wtedy zaczyna się horror. Z domieszką komedii. Film wyreżyserował M. Night Shyamalan twórca oskarowego „Szóstego zmysłu”.

Męska przyjaźń na całe życie? Czterech facetów z „Last Vegas” udowadnia, że przetrwa na wieki.

Michael Douglas (Billy), Robert De Niro (Paddy), Morgan Freeman (Archie) i Kevin Kline (Sam) świętując nieco późny ożenek Billego z młodszą o prawie 30-kilka lat kobietą, robią wypad na kawalerski wieczór do Las Vegas. Jeśli ktoś myśli, że życie zaczyna się po 40…, 50… to przekona się, że tuż przed siedemdziesiątką szaleje się najlepiej. Młode piękne dziewczyny, alkohol leje się rzeką, hazard jest na wyciągnięcie ręki. Ci, którzy chorowali – zdrowie odzyskują w tempie przyspieszonym, samotny wdowiec – zapomina o smutku. Widać, że aktorzy na planie bawią się doskonale, widzowie też.

Kolejny film z dziadkami. Przepiękna, mądra historia o miłości, śmierci i dojrzewaniu, ale takim późnym, po 50-tce. W „Czułych słówkach” za każdym razem odkrywa się coś ważnego. Film zmienia się wraz z momentem życia, w którym go oglądam. To niesamowite. Kto nie widział, niech nadrabia błyskawicznie.

Naprawdę rewelacyjni są późni kochankowie: Shirley MacLaine i Jack Nicholson. Dostali Oscary za te role. Film też został obsypany nagrodami. Nie da się go prosto opowiedzieć, tyle zależności: mąż – żona (Flap Horton – Jeff Daniels, Emma Horton – Debra Winger), matka i córka (Emma i Aurora Greenway – Shirley MacLaine), dzieci i przyjaciele… Jest w nim smutek, radość, mnóstwo pozytywnych emocji, ale i trudnych chwil.

Osobiście uwielbiam tę wredną, twardą, apodyktyczną, kochającą, walczącą, szaloną – matkę, babkę i kochankę – Aurorę Greenway.

Co zrobić gdy system zostawi staruszków na lodzie? Trzech emerytów: Joe – Michael Cain , Willie – Morgan Freeman i Albert – Alan Arkin straciło oszczędności wskutek korporacyjnych machinacji. Ich emerytury przestają wystarczać na życie. Mogą stracić dom i zdrowie. Do pracy już nikt ich nie przyjmie, wpadają więc na ekstremalny pomysł napadu na bank. Jak sobie poradzą początkujący bandyci po osiemdziesiątce „W starym dobrym stylu”?

Miłość niejedno ma imię. Ostatnio odświeżyłam sobie film „Lepiej późno, niż później” . Oj działo się. Wiadomo, że bardzo pomaga mocna pozycja w świecie i świetna figura (Diane Keaton jako Erica Barry), aby o kobietę w dojrzałym wieku zawalczyło dwóch mężczyzn. Na randki zaprasza ją młody lekarz (Keanu Reeves – Julian Mercer) i były – hehe – użyję tu słowa „zalotnik” jej 30-letniej córki (Amanda Peet – Marin Barry) – Jack Nicholson (Harry Sanborn). Ten drugi miał zawał serca, kiedy wskakiwał do łóżka Amandy i rekonwalescencję spędził w domu jej matki Erici. Co doprowadza do kilku romantycznych scen.

Super jest to, że dojrzała kobieta (po rozwodzie, dorosła córka) zaczyna się sobie podobać, zmienia się i zdejmuje kryjące ją golfiki. Otwiera się na nowe życie. Fakt, podtatusiały rozrywkowy producent (Nicholson) łamie jej serce. Jednak zemsta jest słodka, można łatwo rozpoznać go w nowej sztuce Keaton. Dużo młodszy Reeves jest lekarzem Nicholsona…

Jeszcze jeden film o dojrzałej parze. W filmie „Ginger i Fred” Federico Felliniego tańczy Giulietta Masina (Ginger) i Marcello Mastroianni (Fred).

Oboje w młodości przez wiele lat tworzyli święcącą triumfy parę naśladującą amerykańskich tancerzy, Freda Astaire i Ginger Rogers. Teraz po wielu latach spotkają się na jeden występ w telewizji. Ona założyła rodzinę, on pozostał sam. Wspominają, przygotowują występ. Ale to nie jest smętny film. To opowieść o miłości, nadziejach, zawodach, śmieszności na starość i tym, że warto mieć nadzieję, choć sił nie starcza i plączą się nogi, a zakończenie trudno przewidzieć. „Ginger i Fred” to klasyka klasyki włoskiego kina.

Jeden z moich ulubionych filmów. „Pora umierać” z Danutą Szaflarską  w roli głównej.

Jeśli „Pora umierać” to z godnością i na własnych warunkach. W filmie Doroty Kędzierzawskiej bohaterką jest niesamowita staruszka zagrana genialnie przez Szaflarską. Jej teksty można cytować. Na polecenie lekarki w przychodni: „Niech się rozbierze i położy” błyskawicznie zripostowała: „Niech się pocałuje w dupę”.

Plan filmu ogranicza się właściwie do domu z ogrodem. Po wielu latach starań opuścił go ostatni narzucony lokator i wreszcie Aniela żyje w nim sama. Za jedynego towarzysza ma psa. Owszem ma też syna, synową i wnuczkę, którzy ją czasem odwiedzają. Ale wierzcie mi, nie chcielibyście takiej rodziny, która czeka na spadek. Chociaż niech nikogo nie oburza zbytnio scena z wnuczką, kiedy dziewczynka upomina się od babci o pierścionek obiecany jej w spadku. Dzieci takie bywają. Najukochańsze wnuki poważnym tonem potrafią wypytywać dziadków o dokładny podział majątku. One jeszcze nie łapią, co tak naprawdę znaczy śmierć. Chociaż akurat tę filmową wnusię koszmarnie wychowano.

Aniela krąży po opuszczonych pokojach, snuje monolog i powoli godzi się, że kres życia się zbliża. Coraz bardziej brak jej sił i energii. Nie poddaje się, nie ulega pomysłom syna i nie pozwala się lekceważyć. A na koniec wywija niezły numer pazernemu potomkowi. Musi zadbać o swój ukochany dom i zapewnić mu przyszłość, więc musi coś wykombinować aby nie można było go sprzedać. Mimo wszystko koniec jest optymistyczny.

Oczarowanych talentem Szaflarskiej polecam film „Królowa chmur”, w którym malarka Mimi wyrusza kabrioletem w podróż z Wojciechem Malajkatem (Piotr). Jest taką barwną staruszką. Wierzy (choć może bardziej chce wierzyć), że wyjedzie do Brazylii i nadal będzie malowała chmury. Całą drogę traktuje jak świetną zabawę. Nie spodziewa się, że Piotr – prawnik wiezie ją zupełnie do innego miejsca…

To są moim zdaniem najlepsze filmy z dziadkami w roli głównej. A co Wy byście polecili?

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Aleksandra

Aleksandra

Prowadzi podwójne życie - to w realu i we śnie. A śni tak, że tylko siadać i spisywać. Jej pasją jest m.in. literatura. Czyta wszędzie, zawsze ma zaczęte kilka książek. Ostatnio nie jest to jednak łatwe, bo... giną jej zakładki. Znajduje je po jakimś czasie w pokoju córeczki, a mała "złodziejka" robi niewinną minkę. Kolejna pasja to film...