Aktualności

Krzysztof Kieślowski… zanim stał się reżyserem. Niedoszły strażak i poeta. Obrażalski uczeń…

Aleksandra
Napisane przez Aleksandra

   Tym razem podzielę się z Wami jedną z moich ulubionych książek. Jest niesamowita, przede wszystkim dlatego, że opowiada o wspaniałym człowieku, który równocześnie był wielkim reżyserem. Oczywiście mowa o Krzysztofie Kieślowskim. Nie będę oryginalna mówiąc, że uwielbiam go bezgranicznie… cóż, tak jest i tyle 🙂

PHOTO: EAST NEWS/SIPA PRESS KRZYSTOF KIESLOWSKI BOUILLON DE CULTURE 00278461

    Książka, o której wspomniałam to „Kieślowski – ważne, żeby iść…” . Jest to pierwsza tak pełna i obszerna biografia reżysera, choć wiele osób zarzuca jej, że i tak pozostawia niedosyt. Autorem książki jest Stanisław Zawiślański, znawca tematyki filmowej, dziennikarz, pisarz, wydawca i dokumentalista filmowy. Pisał także o Agnieszce Holland, Allanie Starskim, Bogusławie Lindzie, Krzysztofie Zanussim, Jerzym Hoffmanie.

    Cieszę się, że Zawiślański zainteresował się Krzysztofem Kieślowskim, bo niewiele publikacji można znaleźć na temat filmowca. Uważam, że reżyser zasługuje na zdecydowanie więcej uwagi. Zyskał uznanie na świecie, bez wątpienia rozsławił polskie kino, zdobył wiele nagród na międzynarodowych festiwalach… Niestety, tak jak to często bywa, tym, którzy osiągnęli mniej, poświęca się więcej. A może po prostu wielkość reżysera przerasta potencjalnych autorów? Na szczęście Krzysztof Kieślowski poza dorobkiem filmowym pozostawił też „Autobiografię”.

    Minęła kolejna rocznica śmierci Kieślowskiego (zmarł 13 marca 1996 roku). Niepotrzebne są preteksty, żeby o nim mówić, jednak każda okazja jest dobra, żeby przypomnieć sobie jego sylwetkę i twórczość. Dlatego ponownie sięgnęłam po książkę „Kieślowski – ważne żeby iść…”.

Teraz chcę się z Wami podzielić kilkoma faktami z jego młodzieńczego życia i cytatami z biografii.

Jak to się mówi: do trzech razy sztuka

    Mały Krzyś był dobrym uczniem, nie miał problemów z nauką. Podstawówkę ukończył z dobrymi ocenami, nie chciał jednak dalej się uczyć. Już jako czternastolatek chciał być samodzielny i podziwiał swojego znajomego, który był palaczem w kotłowni. Rodzice Kieślowskiego zdecydowali, że chłopak musi zdobyć jakiś fach i wysłali go do Wrocławia, do szkoły pożarniczej z internatem. Był tam kilka miesięcy. Mundur, posłuszeństwo, hierarchia, to nie było to, co lubił. Między innymi dlatego unikał także wojska. Skutecznie udawał wariata (rozpoznanie – schizopchrenia duplex), odchudzał się, w końcu dostał upragnioną kategorię „C”. Naukę postanowił kontynuować w liceum wieczorowym. Wytrzymał rok. Rzucił szkołę, ponieważ… obraził się.

„Pewien profesor, którego wszyscy się bali, wezwał mnie do siebie i rzuciwszy okiem na moje oceny z chemii, powiedział: lepiej, gdybyś został strażakiem!”

To był ostatni dzień Krzysztofa w liceum.

„Przysiągłem sobie wtedy, że już nigdy nie znajdę się w tak uporządkowanej sytuacji. Nigdy…”

    Mimo to postanowił po raz trzeci dać szansę szkole średniej. Padło na na Państwowe Liceum Technik Teatralnych. Padło, gdyż był to wybór w ciemno. Kieślowski nie miał pojęcia o co chodzi w takiej szkole. Pomógł mu się do niej dostać kuzyn ze strony matki – Kazimierz Pręczkowski. Był scenografem, malarzem i wicedyrektorem tej placówki. W szkole była ostra selekcja. Do drugiej klasy przechodziła zaledwie połowa uczniów. Kieślowskiemu udało się i skierowano go na kierunek malarstwa dekoracyjnego. Maturę zdał w 1962 roku i zdobył tytuł technika teatralnego. Marzył o tym, żeby studiować reżyserię teatralną.

„Nigdy nie klęczałem przed filmem; nie zamierzałem być filmowcem. Chciałem być reżyserem teatralnym. Żeby studiować reżyserię trzeba było mieć skończone jakieś inne studia. Nie spełniałem tego warunki i dlatego pomyślałem o łódzkiej szkole filmowej”.

    Egzaminy składały się z kilku etapów i trwały dwa tygodnie. Kieślowski przygotowywał się. Robił zdjęcia, pisał opowiadania, nakręcił też amatorski film „Stracone złudzenia”. Dotarł do ostatniego etapu i odpadł. Za drugim razem było tak samo. Udało się za trzecim. W 1964 roku dostał indeks Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi. Ze szczęścia podrzucił okulary, a jak spadły to je rozdeptał.

„Byłem przy tym; zrobił to z taką pasją, tak zdecydowanie, że pomyślałem: co za charakter!”. -Andrzej Titkow

Niedoszły poeta

   Krzysztof, tak jak wielu młodych ludzi w tamtych czasach, imał się różnych zajęć, żeby dorobić parę groszy. Malował mieszkania z Januszem Skalskim. Narzędzia pożyczali ze szkoły, bo nie mieli własnych. Kieślowski był garderobianym. Poznał wówczas zakulisowe życie teatru. Kolejnym zajęciem była praca w Dzielnicowej Radzie Narodowej Warszawa – Żoliborz na stanowisku referenta do spraw kultury i oświaty. Nie miał nadmiaru obowiązków, czas wypełniał pisaniem wierszy.

„Rano niedziela jest pusta od ludzi,

rano niedziela jest obrażona i smutna,

w niedzielę rano asfalt błyszczy poprzednim dniem,

powietrze nie pachnie,

powietrze nie pachnie,

wiatr stoi w miejscu rano,

rano w niedzielę jest zimno,

asfalt jest mokry deszcz nie pada,

rano w niedzielę jest płytko i smutno,

bardzo rano”.

   Ufff…. na szczęście nie rozpędził się w tej twórczości 😉 W czasie studiów robił też zdjęcia. Czasami udawało mu się je sprzedać. Jedna z fotografii trafiła nawet na okładkę czasopisma „Kobieta i życie”. Dorabiał także przeprowadzając ankiety. Studentów filmówki chętnie też zatrudniano do statystowania w filmach. Kieślowski zagrał między innymi erotomana i Zbawionego w filmie „Piekło i niebo”. Zdarzało mu się także stawać przed kamerą, kiedy miał już w swoim dorobku kilka dokumentów.

Ambitny i pomysłowy ryzykant

Już jako dziecko widać było, że lubi ryzyko. Wdrapywał się na dachy, wysokie drzewa. Żeby było ciekawiej, udawał, że nie da rady zejść. Wymyślał nietypowe zabawy. Na przykład w Sokołowsku, gdzie mieszkali w dwupiętrowej kamienicy, spuszczał się z balkonu po sznurze i… zeskakiwał do gniazda szerszeni, które było na dole. Uwielbiał też wyczyniać rozmaite akrobacje podczas jazdy rowerem. Na przykład jedna noga na górnej ramie, druga wysoko w górze i jzda. Zostało mu to na zawsze. Na jednym ze zdjęć jest uwieczniony, jak siedząc na kierownicy próbuje jechać z synem i córką. Pewnego razu założył się z kolegami (miał wówczas 30 lat), że razem z Grzegorzem Skurskim dojadą z Warszawy do Zakopanego w dwa dni. Pożyczyli rowery wyścigowe i faktycznie w dwa dni pokonali 430 kilometrów. Wygrali „pół litra”. Krzysztof Kieślowski do końca życia miał rower i jeździł.

   Kieślowski był także fascynatem motoryzacji. W czwartej klasie szkoły średniej za niewielkie pieniądze udało mu się kupić pierwszy motor. Był to avo sport, a trzymał go w swoim pokoju w bursie. Nie było tam zbyt wiele miejsca, dlatego też Krzysztof rozkręcał motocykla na części i upychał je we wszelkich możliwych miejscach. Oczywiście kiedy tylko wsiadał na motor wstępował w niego istny pirat drogowy.

„Kilka razy przewiózł mnie tym motorem. Zawsze drżałem o życie. Krzysztof zasuwał jak szalony. Jak pirat drogowy. Bałem się z nim jeździć”. – Krzysztof Wojciechowski

Pływał „Mrożkiem”

    Kieślowski lubił sport. W szkole średniej załapał bakcyla sportów wodnych. Z kolegami Januszem Skalskim i Romkiem Filutowskim, kupili starą omegę, którą pływali przez kilka sezonów.

„Krzysztof zaproponował, żeby nazwać ją „Sławomir Mrożek”. Napisał nawet list do tego znanego dramaturga, aby wyraził zgodę. Odpowiedź była pozytywna. Ale o tym dowiedział się później…” – Janusz Skalski.

   Krzysztof Kieślowski miał patent sternika jachtowego.

Krzysztof Kieślowski…

   Kierował się sławami, które powtarzał mu ojciec:

„Nie musisz, ale możesz.Możesz i powinieneś sam dokonywać właściwych wyborów,Sprawdzaj: może dobrze jest tak, a może inaczej… To nie jest łatwe. Próbuj. Nic nie musisz…”.

    Początek studiów w Łodzi nie był łatwy:

„Byłem człowiekiem z kompleksami, naiwnym, chyba nie najmądrzejszym, czyli takim, jakim się jest w tym wiek.Wszystko to było pogłębione przez mój prowincjonalizm.Stałem z boku. Widziałem ludzi swobodnych, wiedzących,jakimi chodzić ścieżkami, znających profesorów.Nie twierdzę, że mieli chody, byli po prostu grupą na luzie. Ja byłem sam…”

    Był swoistego rodzaju pesymistą:

„Uważał, że pesymizm pozwala uniknąć wielu rozczarowań, a pesymista to ktoś taki, który nie widząc nadziei rozpaczliwie jej szuka. Szuka wskazując na wartości. Dla Kieślowskiego świat wartości był światem nadziei”.

   Pokochał kino:

„Kieślowski osiągnął tak wiele, bo nie myślał o pieniądzach i sławie, ale dlatego, że kochał kino.” – Wanda Jakubowska

   I uważał, że:

„Reżyser powinien całym sobą stać za realizowanym filmem. Uczciwy człowiek zrobi uczciwy film. (…) Uczciwość polega na tym, żeby mówić prawdę bez względu na cenę, jaką się za to płaci (…)”.

Wybrane fabularne filmy Krzysztofa Kieślowskiego:

„Przypadek”, „Krótki film o zabijaniu”, „Krótki film o miłości”, „Dekalog” – cykl filmów telewizyjnych, „Podwójne życie Weroniki”, „Trzy kolory. Niebieski”, „Trzy kolory. Biały”, „Trzy kolory. Czerwony” .

         

Co Wy sądzicie o Krzysztofie Kieślowskim? Które jego filmy zapadły Wam najbardziej w pamięć?

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Aleksandra

Aleksandra

Prowadzi podwójne życie - to w realu i we śnie. A śni tak, że tylko siadać i spisywać. Jej pasją jest m.in. literatura. Czyta wszędzie, zawsze ma zaczęte kilka książek. Ostatnio nie jest to jednak łatwe, bo... giną jej zakładki. Znajduje je po jakimś czasie w pokoju córeczki, a mała "złodziejka" robi niewinną minkę. Kolejna pasja to film...