Aktualności

Grafomania i kicz, czyli kulturalna zbrodnia

Aleksandra
Napisane przez Aleksandra

    Gdzie przebiega granica między poezją a grafomanią? Powiałoby kiczem, gdym powiedziała, że granica jest w nas – odbiorcach 🙂 Straszna bzdura! Gdyby tak było, to co tu dużo mówić, każdy byłby tym, kim by chciał być.

Pewnie każdy z Was nie raz i nie dwa natknął się na dziwną twórczość w sieci albo w realu. Jej jakość najczęściej jest bardzo niska, a autor nazywany przez siebie szumnie „poetą”, to nikt inny jak zwykły grafoman. Autor kulturalnej zbrodni.  

Obwołać się poetą!

Nastąpiły dziwne czasy dla poezji, w których granice są tak płynne, że każdy, kto tylko zechce może obwołać się poetą. Niektórym wydaje się, że jak coś z siebie wyduszą to już są twórcami, a nawet twórcami wielkiego formatu. Często te wypociny to nic innego jak bardzo patetyczne wynurzenia, banalne, żenujące, dziwne, ciężkie do strawienia. Wiersze o niczym. Bełkot. Jednak nie to jest najgorsze. Zdecydowanie bardziej przerażający jest fakt, że owi pseudo poeci nie wylewają tego wszystkiego do szuflady. Nie starają się ukryć dowodów zbrodni, wręcz przeciwnie. Z manią psychopaty afiszują się swoim dokonaniami. Publikują tę dziwaczną twórczość w internecie, wydają własnym sumptem rozmaite tomiki i co gorsza obdarzają nimi rodzinę, znajomych i… innych ludzi, którzy niczemu nie są winni. I tak na przykład u mojej znajomej dziennikarki kulturalnej, dookoła biurka piętrzą się sterty małych książeczek quasi-pisarzy domagających się recenzji. Współczuję jej. Ona sobie też, tym bardziej, że przez wrodzoną delikatność i takt, nie może odnieść się do tego wszystkiego należytymi słowami.

Charakterystyka postaci, czyli jak rozpoznać samozwańczego poetę?

Bez wątpienia mamy do czynienia z masowym wylęganiem się wszelkiej maści artystów. Również pisarzy i poetów. Myślę, że w tym przypadku można śmiało mówić o pladze albo epidemii. Gdzieś w przestworzach krąży pewnie jakiś wirus niekontrolowanego natchnienia zmutowany z brakiem krytycyzmu. I tak całe chmary gryzipiórków zalewają świat 🙂

Samozwańczy poeta raczej nie funkcjonuje w większych grupach. Przeważnie to samotnik, przemykający chyłkiem po klatce schodowej, zajmujący ostatnie miejsce w autobusach, przesiadujący na krawężnikach, snujący się wąskimi ulicami. Pomimo, że ma swoje ulubione miejsca, tak naprawdę spotkać możemy go dosłownie wszędzie. Zatem strzeżmy się!

Nie nawiązuje przyjaźni, nie lubi rozrywkowego trybu życia. Często brzydzą go rzeczy materialne i chęć posiadania majątku 😉 Są z kolei emocjonalne bardzo związani ze swoją twórczością.

Na pierwszy rzut oka quasi-pisarz niczym specjalnym nie wyróżniają się. Stara się wtopić w tłum. Jednak, jak przyjrzymy się dokładniej to możemy zauważyć, że gdzieś z kieszeni wystają narzędzia zbrodni – notes i długopis. Oczywiście zdarzają się też tacy, którzy poszli z duchem czasu i piszą w nowoczesnych telefonach.

Zbrodnia kulturalna

Internet zalewają różne serwisy dla poetów-amatorów. Zazwyczaj piszą kilka słów o sobie. Często już na tym etapie widać, co się święci. Można znaleźć na przykład takie perełki: „data urodzenia: wczoraj, miejsce zamieszkania: jutro”, albo „Od 5 lat pasjonuję się poezją, a objawia się to czasem nagminnym pisaniem,”, czy też „gdy była dzieckiem milkła tylko w obliczu ostateczności (…)” „notoryczny gapa. miałem kiedyś papużkę, którą przypadkiem wciągnąłem do odkurzacza” i na koniec: „Piszę, bo pisanie jest pewną oazą wrażliwości. Sposobem, prawda że efemerycznym, na uchwycenie piękna”.

Często do takiego mini opisu dołączone jest zdjęcie… Kusiło mnie, też żeby zacytować fragmenty wierszy, ale trudno było mi wybrać. Jest ich tak dużo! Całe mnóstwo! I wiele z nich jest naprawdę mocnych. Niektóre są wręcz wstrząsające. Tak to już jest ze zbrodniami 🙂

Oczywiście wśród tego literackiego motłochu można znaleźć naprawdę wartościowe osoby i przyzwoite wiersze. Niestety nie ma tego dużo i co gorsze giną gdzieś wśród tego poetyckiego kiczu.

Jak sobie z tym poradzić?

W internecie krążą tysiące utworów, a rozmaite wydawnictwa puszczają w obieg dosłownie setki tomików poezji. Nie da się nawet tego wszystkiego zliczyć. Dlatego poruszanie się w tej materii jest bardzo trudne. Ja mam na to swój sposób. W wyborze poezji stosuję proste kryterium. Czytam tylko to, co jest dostępne w księgarni. Pewnie omija mnie sporo wartościowych utworów, ale z drugiej strony nie tracę czasu na Quasi-wiersze.

Pytani o ulubionych poetów współczesnych, pewnie wymienicie noblistów i tych poznanych na lekcjach polskiego: Wisławę Szymborską, czy księdza Jana Twardowskiego. Ci bardziej związani z dziedzinami humanistycznymi, czy też wertujący internet i wiadomości, wspomną jeszcze Tomasza Różyckiego, czy Marcina Świetlickiego. A warto sięgnąć również po Krzysztofa Siwczyka, Romana Honeta, Joannę Muller, czy Edwarda Pasewicza albo Martę Podgórnik.

Współczesny poetycki świat wymaga od czytelników ogromnego zaangażowania i odpowiedzialności. Najważniejsze jednak, by czytać i starać się nie przykładać ręki do kulturalnej zbrodni 🙂

A więc co to poezja, czyli co?

Definicji i określeń poezji jest wiele. Do mnie najbardziej przemawiają nie te słownikowe, naukowe, ale to jak poezję widzą i czują niekwestionowani mistrzowie słowa. I tak na przykład Władysław Broniewski  pisał „Nie wiem, co to poezja, jest w niej coś z laski Mojżesza: strumień dobędzie ze skały, umie zabijać i wskrzeszać.” Nie wymaga to żadnego komentarza. Z kolei dla Czesława Miłosza  „Obrazu w lustrze nie da się zatrzymać, natomiast poezja opiera się działaniu czasu.” Temu nie sposób zaprzeczyć. Mikołaj Gogol uznał natomiast że „Poezja jest spowiedzią duszy, a nie wytworem ludzkiej myśli.” A według Stanisława Barańczaka „(Poezja) powinna być nieufnością. Krytycyzmem. Demaskatorstwem. Powinna być tym wszystkim aż do chwili, gdy z tej Ziemi zniknie ostatnie kłamstwo, ostatnia demagogia i ostatni akt przemocy.” I na koniec Bruno Schulz, który napisał, że „Poezja – to są krótkie spięcia sensu między słowami, raptowna regeneracja pierwotnych mitów.”

Mnie te wszystkie słowa przekonują. Trafiają do mnie i jak to się potocznie mówi „wiem, co autor miał na myśli”. A to, jak widać, nie zawsze jest takie oczywiste 😉

Co Wy na to, że tak wielu używa i nadużywa bezkarnie słowa poezja? Czy nazywanie swoich uczuć i emocji jest od razu wierszem? Albo zestawianie rymów? Zachęcam do dyskusji!

Podzielcie się również swoimi ulubionymi albo autorami 🙂

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Aleksandra

Aleksandra

Prowadzi podwójne życie - to w realu i we śnie. A śni tak, że tylko siadać i spisywać. Jej pasją jest m.in. literatura. Czyta wszędzie, zawsze ma zaczęte kilka książek. Ostatnio nie jest to jednak łatwe, bo... giną jej zakładki. Znajduje je po jakimś czasie w pokoju córeczki, a mała "złodziejka" robi niewinną minkę. Kolejna pasja to film...