Aktualności

Co przynosi szczęście w grach losowych? Jak zdobyć męża? Dlaczego karp i po co orzechy? Boże Narodzenie kiedyś i dziś

Aleksandra
Napisane przez Aleksandra

Porządki, gorączkowe zakupy, szukanie prezentów, ubieranie choinki, godziny spędzone w kuchni, wszystko po to, żeby wspólnie z bliskimi spędzić w miłej atmosferze najważniejszy wieczór w roku.

To, że zbliża się Boże Narodzenie czuje się już na początku listopada. Wystawy sklepowe zmieniają się w bajkowe krainy, Coca Cola wypuszcza wzruszające reklamy, w internecie co rusz wyskakują Mikołaje, a w przedszkolach i szkołach trwają próby do jasełek. Kobiety wymieniają się świątecznymi przepisami, dzieci piszą listy do świętego Mikołaja, tatusiowie przynoszą do domu choinki. Wszyscy są zaangażowani i starają się dopiąć święta na ostatni guzik. Choć w Bożym Narodzeniu jest coraz więcej komercji, na szczęście nie straciło ono swojej magii i każdego roku, niezmiennie, czekamy na pierwszą gwiazdkę…

>> Dzień pełen magii

Tradycja kolacji wigilijnej pojawiła się w VIII wieku. Wtedy ten czas był nieco inaczej spędzany. Wigilia, którą znamy zaczęła się utrwalać w Polsce w XVIII wieku, a obecny kształt ma od XIX wieku. To, co z całą pewnością nie zmieniło się od wieków, to magia wypełniająca ten wyjątkowy wieczór.

W dzień Wigilii większość z nas pości. Choć post nie jest obowiązkowy staramy się go przestrzegać. Jedni wybierają post ścisły, inni jakościowy. Do uroczystej kolacji zasiadamy, kiedy na niebie pojawi się pierwsza gwiazdka – symbol tej, która prowadziła Trzech Króli do stajenki. W tym przypadku nie wszyscy trzymamy się tradycji. Często wynika to z tego, że trzeba zagościć na dwóch, trzech Wigiliach.

Kiedyś wierzono, że w wigilijną noc niebo łączy się z ziemią i duchy bliskich mogą przez chwilę być znów z rodziną. Przodków doszukiwano się w zwierzętach, z którymi rozmawiano o północy i w nieznajomych. W Wigilię potrzebny był dodatkowy talerz, ponieważ zawsze ktoś mógł ktoś zapukać do drzwi. Dziś niezapowiedziany, czy obcy gość wprawiłby w osłupienie, dawniej wyczekiwano samotnego wędrowca.

Nie tylko wieczerza, ale cały dzień był bardzo ważny i wypełniony przez czary. Wierzono, że jaka będzie Wigilia, taki będzie cały rok. W związku z tym, nie wolno było na przykład, przez cały dzień szyć, to zapowiadało naprawianie wszystkiego w kolejnym roku. Pod żadnym pozorem nie można było też niczego pożyczać, bo tego, co zostało pożyczone będzie w domu brakowało. Oczywiście inne świąteczne zwyczaje dotyczyły państwa, a inne służby, która starała się coś zachachmęcić, czy ukraść. Jeśli udało się, to szczęście gwarantowane.

Chcąc zapewnić sobie wszelką pomyślność i zdrowie, ludzie już od samego rana dzielili się opłatkiem i składali sobie życzenia.

>> Wigilijny stół

wigilijny-stol

Dziś wigilijny stół dekoruje się według własnego uznania. Niektórzy kierują się modą inni wierni są tradycji. A ta mówi, że stół powinien być ozdobiony na czerwono i złoto. Kolory te symbolizują bogactwo i szczęście. Dobrobyt mogą również przynieść monety położone pod talerzami domowników. Nie zaszkodzi też, jeśli podczas kolacji w kieszeni będziemy mieć gotówkę.

Potrawa, która od wieków króluje na wigilijnym stole to karp. Nasi przodkowie uważali go za rybę długowieczną, która zapowiadała długą i lekką starość. Poza tym uważano, że łuska karpia noszona w portfelu zapewni dobrobyt. Niektórzy cały czas wierzą w ten przesąd. Łusce karpia przypisywano też inne właściwości, o których dziś raczej nikt nie pamięta. A może warto? To cenna informacja przede wszystkim dla niezamężnych kobiet. Wystarczy włożyć łuskę karpia do czerwonego woreczka i powiesić go na drzwiach. Wkrótce pojawi się upragniona miłość.

W dawnych czasach dbano skrupulatnie o to, by do kolacji wigilijnej zasiadała parzysta liczba osób. Nieparzysta oznaczała dla jednej z nich nieszczęście. W bogatych domach, jeśli okazało się, że brakuje jednej osoby, to zapraszano do wspólnej wieczerzy kogoś ze służby. Ci, których nie stać było na służbę, często zapraszali biedne osoby, albo żebraków. Duże znaczenie miała też kolejność zasiadania do stołu. Odbywało się to według wieku lub pozycji. Wiek miał znaczenie, w kontekście umierania – miejsca należało zajmować od najstarszej osoby. Z kolei hierarchia była bardzo logicznym wyborem ponieważ to gospodarz rozpoczynał posiłek.

Ilość potraw, w przeciwieństwie do liczby biesiadników, powinna być nieparzysta. To jakie powinny być dania i ile, ściśle wiąże się z regionalnymi tradycjami. Na Wigilię w ubogich domach przygotowywano pięć lub siedem potraw, szlachta miała dziewięć, a arystokracja jedenaście. Nieparzysta ilość potraw miała zagwarantować dostatek. Każda liczba była tłumaczona, a to ilością dni tygodnia, a to chórami anielskimi. Ci, którzy decydowali się na dwanaście potraw tłumaczyli to dwunastoma apostołami.

Zwyczaj spróbowania każdej wigilijnej potrawy też ma swoje uzasadnienie. Choć każdy region Polski ma swoje kulinarne świąteczne tradycje to coś je łączy. Właśnie to, że należy zjeść po trochu wszystkiego, aby niczego nie zabrakło podczas kolejnej Wigilii. Ciekawostką jest, że nasi przodkowie podczas wieczerzy popijali nie tylko kompot z suszonych owoców, ale przede wszystkim piwo.

Co ważne, podczas wieczerzy nie wolno było wstawać od stołu. Mogła to robić jedynie gospodyni lub osoba usługująca biesiadnikom. Tłumaczenie tego zwyczaju przyprawia o dreszcze – wierzono, że osoba, która odejdzie od stołu przed końcem kolacji, umrze i nie doczeka kolejnej Wigilii.

Przyznam, że nie zauważyłam aby teraz przestrzegano kolejności zasiadania do stołu, czy też nie wstawania od niego. Natomiast w wielu domach cały czas dba się o odpowiednią liczbę potraw.

>> Dawne zwyczaje

Kiedyś ludzie byli zdecydowanie bardziej przesądni, dlatego ten ważny świąteczny czas wypełniało mnóstwo zadań i powinności. Wszystko czemuś służyło, na wszystko był sposób, wszystkiemu można było zaradzić.

Jedną z istotniejszych kwestii w każdym domu było wydanie za mąż panny. Swatki miały ręce pełne roboty, a niezamężne dziewczyny w Wigilię mogły dowiedzieć się, co je czeka. Bliskie zamążpójście gwarantowało ucieranie maku. Jeśli tego dnia kawaler odwiedził dom panny, to było oczywiste, że ma względem niej poważne zamiary. Jeśli zaś niewiasta chciała wiedzieć skąd przybędzie jej przyszły małżonek, wystarczyło, że wpuściła do domu psa i dała mu smakołyk z kolacji. Kiedy wybiegł musiała uważnie nasłuchiwać, z której strony szczeka. Popularne było też wróżenie ze źdźbeł słomy. Najszczęśliwsi byli ci, którzy wyciągnęli zieloną trawkę, bo znaczyła bliski ślub. Ciekawe, jak na taką przepowiednię zareagowaliby zadeklarowani single 😉 ?

Wigilijnym zwyczajem było również wkładanie pod zastawę stołową chleba, soli, pierścionka, gałązki mirtu i węgla. Co, komu wypadło, taki czekał go los. Chleb symbolizował dostatek, sól łzy, pierścionek to oczywiście bliski ślub, mirt – zaręczyny, a węgiel – śmierć.

W Wigilię należało pić dużo wody, co pochwaliliby zapewne współcześni dietetycy. Wówczas jednak nie miało to nic wspólnego ze zdrowym odżywianiem. Wypicie przysłowiowych hektolitrów wody zapewniało pragnienie podczas najbliższych żniw. A pić się będzie chciało z ogromu pracy przy bogatych plonach. Przezorni nie podejmowali aż do Trzech Króli żadnych ważnych decyzji. Nie zaczynano niczego nowego. Wszystko ze względu na dobre i złe duchy, które w tym czasie przebywają na ziemi. O ile te dobre mogłyby pomóc, o tyle te złe mogą wszystko popsuć.

Przedświąteczne porządki też mają swoją tradycję. Nasi pradziadowie sprzątali domy, aby pozbyć się wszystkiego co złe. Na wsiach pomieszczenie, w którym zasiadano do stołu należało wyścielić słomą na pamiątkę stajenki betlejemskiej. Dziś ograniczamy się do sianka wkładanego pod obrus, co kiedyś mieli też w zwyczaju mieszczanie.

Ważne było również, aby w dzień Wigilii zadbać o zdrowie. Smarowano zęby czosnkiem, żeby nie bolały dziąsła, a orzechy w potrawach chroniły przed bólem zębów. Jabłka z kolei miały działać kojąco na gardło.

>> Choinka pradziadków

choinka

– Podłaźniczka, źródło Muzeum w Sierpcu

Dziś patrząc na choinki można powiedzieć, że ma się do czynienia z prawdziwą rewią mody. Świąteczne drzewka potrafią wyglądać, jak dzieła światowych designerów. W internecie pełno jest porad w stylu: jak ubrać choinkę w tym roku. Niestety, choinka stała się produktem, a ubieranie jej komercyjnym hitem.

Są oczywiście domy, w których świąteczne drzewka przypominają choinki naszych pradziadków. Te ozdobione były rozmaitymi rzeczami, a każda z nich coś symbolizowała. Jabłka były znakiem zdrowia i urody, czerwone stanowiły o szczęściu w miłości. Orzechy zawijane w pazłotka i pierniki zapewniały dostatek. Łańcuchy oplatające drzewko wzmacniały rodzinne więzi. To także symbol węża-kusiciela. Zadaniem światełek i bombek było chronienie domu przed złymi mocami. Gwiazdka zakładana na czubek choinki była znakiem, który pomagał wrócić do domu. Dzwonki zaś odstraszały demony i oznaczały dobre nowiny. Aniołki opiekowały się domem i jego mieszkańcami.

Dodam jeszcze, że zwyczaj ubierania choinki przywędrował do nas z Niemiec i to dopiero w XVIII wieku. Ozdobione drzewko stało w domu do Trzech Króli.

Podczas świąt niezbędna jest też jemioła, bo jak się mówi „ bez jemioły, to cały rok goły”. Już w starożytności Rzymianie i Celtowie uznawali tę roślinę za świętą.

Gałązki jemioły to nie tylko ozdobny akcent, to także symbol. Według dawnych wierzeń to znak szeroko rozumianego dobra, życia, zgody, skruchy, pojednania. To także zwycięstwo coraz dłuższych dni nad dniami mrocznymi. Jemioła to również szczęście. Jeśli para pocałuje się pod nią, szybko weźmie ślub. Są jeszcze inne przesądy związane ze świątecznymi gałązkami. Podobno jeżeli w Boże Narodzenie znajdzie się i zerwie jemiołę bez użycia ostrego przedmiotu, to jest szansa na wygraną w grach losowych.

Dobrze jest znać zwyczaje świąteczne, szanować i kultywować tradycje. Wspaniale jest obdarowywać prezentami i być obdarowywanym. Ubierać choinkę, słuchać kolęd, pójść na pasterkę… Bezcenne jest spędzenie tego wyjątkowego czasu z bliskimi.

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Aleksandra

Aleksandra

Prowadzi podwójne życie - to w realu i we śnie. A śni tak, że tylko siadać i spisywać. Jej pasją jest m.in. literatura. Czyta wszędzie, zawsze ma zaczęte kilka książek. Ostatnio nie jest to jednak łatwe, bo... giną jej zakładki. Znajduje je po jakimś czasie w pokoju córeczki, a mała "złodziejka" robi niewinną minkę. Kolejna pasja to film...